Tuż pod sobą zobaczyłem ciemne, lśniące oczy przerażonego młodego żołnierza. Przywarł do mnie mocno, ale woda błyskawicznie go otoczyła i zalała. Starałem się go przytrzymać, ale napór prądu i niesionych nim ciał i odłamków drewna był zbyt wielki. Coś uderzyło go w głowę tak silnie, że cały się wstrząsnął. Oczy uciekły mu gdzieś pod szeroko otwarte powieki. Wyśliznął się z mego uścisku i zniknął, pochłonięty przez żywioł.

W niewyjaśniony sposób unosiłem się tuż ponad powierzchnią wody jak gigantyczna ważka. W ciemnym nurcie migały mi przed oczyma i znikały czyjeś ręce, nogi, twarze, połyskujące miecze, fragmenty zbroi przeplatane niezliczonymi kawałkami drewna. Rwąca woda płynęła, zdawało się, bez końca. Stopniowo jednak nurt zwalniał, aż wreszcie zatrzymał się zupełnie. Słychać było bulgotanie, uderzenia drobnych fal o ściany tunelu, niewytłumaczone skrzypnięcia, trzaski, tąpnięcia. Usłyszałem też znowu – dziwnie odmieniony, niższy i przytłumiony – odgłos tarana wciąż atakującego mury Massilii.

Na końcu dotarł do mnie jeszcze jeden dźwięk, tak bliski, że zdawał się niemal wydobywać ze mnie samego. To Dawus dyszał mi ciężko w ucho niczym biegacz, któremu lada moment może pęknąć serce.


Najdziwniejsze było to, że wciąż żyłem. Zacząłem rozumieć, co się stało. Na moment przed uderzeniem wody Dawus objął mnie z tyłu jedną ręką. Fala zbiła nas z nóg, ale on złapał się belki stropowej i w ten sposób prąd obrócił nas w górę. Wibracja od tarana poruszyła tyle ziemi, że w stropie utworzyła się wyrwa. Dawus zaparł się w niej łokciami i stopami, nie wypuszczając mnie z objęcia i jeszcze jakimś cudem zachowując nie zgaszony knot. Mój zięć już nieraz wykazał się wielką siłą i nadzwyczajnym refleksem. Jednakże tak szybkie i celowe działanie w obliczu tak nagłej i potężnej katastrofy wydało mi się ponad ludzkie możliwości. Który z bogów uznał za stosowne uratować mnie tym razem?



40 из 239