
– Co się stało, teściu? To znaczy, skąd ta woda?
– Nie wiem. Massylczycy musieli się dowiedzieć o tunelu albo się po prostu czegoś domyślali. Być może wykopali zbiornik pod murem, coś w rodzaju wewnętrznej fosy. Musieliby przepompować do niej wodę z portu, ale oni mają inżynierów równie sprytnych jak Witruwiusz. Kiedy saperzy w końcu się przekopali na wylot, woda runęła do środka. Przypuszczam, że wszyscy ludzie w tunelu zginęli.
– Prócz nas.
– Zgadza się – powiedziałem ponuro.
– Co teraz zrobimy?
Umrzemy, pomyślałem. Potem spojrzałem mu w oczy i otrząsnąłem się. Dawus nie zadał tego pytania machinalnie. On oczekiwał ode mnie rozwiązania. Bał się, lecz nie wpadał w rozpacz. Naprawdę spodziewał się, że przeżyje, bo przecież jego stary i mądry teść coś wymyśli. Jego siła i refleks uratowały mi życie, a teraz ja muszę odpłacić mu się tym samym.
– Jak długo potrafisz nie oddychać? – spytałem.
– Nie wiem.
– Dość długo, by dopłynąć stąd do wyjścia z tunelu?
– Będziemy pływać?
– No, iść się raczej nie da.
– Z powrotem?
Pokręciłem głową.
– Za daleko. Na pewno bliżej jest do drugiego otworu, tego w Massilii.
– A jeśli droga jest zablokowana? Słyszałem, jak belki się łamią. Jeżeli strop się zawalił…
– Jeżeli natrafimy na przeszkodę, będziemy musieli jakoś się przecisnąć.
Dawus pomyślał nad tym przez chwilę, po czym kiwnął głową. Przyjrzałem się jego idealnie wykrojonemu nosowi, jasnym oczom i solidnemu podbródkowi. Moja córka uznała go za przystojnego, nie zważając na jego nieskomplikowany umysł, i tak oto bez mojej zgody został ojcem mego wnuka. To dziwne, pomyślałem, że ze wszystkich twarzy na świecie akurat jego będzie ostatnią, jaką w życiu zobaczę. A jeszcze dziwniejsze, że oto stoję przed perspektywą utonięcia w norze wyrytej pod ziemią. Zawsze najbardziej się bałem śmierci w topieli, ale nigdy bym się nie spodziewał, że tego dnia i w tym miejscu właśnie z nią się spotkam oko w oko. Jestem kiepskim pływakiem. Dawus może ma siłę i odpowiednio pojemne płuca, aby dopłynąć do wyjścia, ale ja?
