– Kiedy spróbujemy? – zapytał.

Trudno będzie porzucić względnie bezpieczną jamę, dopóki jeszcze palić się będzie światło. Jeśli jednak będziemy czekać na jego dopalenie się, w ciemności mogę stracić poczucie kierunku, nie mówiąc już o zimnej krwi.

– Jak przy usuwaniu ciernia… – zacytowałem znane przysłowie.

– Najlepiej zrobić to szybko – dokończył Dawus. – Popłynę pierwszy, bo może naprawdę będzie jakaś przeszkoda.

– Dobry pomysł – przytaknąłem. Gdybym to ja ruszył na czele, a nie dałbym rady, tylko bym mu zablokował drogę. – Zdejmiemy teraz zbroje, są za ciężkie. Daj, potrzymam knot, kiedy ty będziesz zdejmował swoją. Odwróć się, pomogę ci przy paskach.

Kiedy skończył, oddałem mu knot i sam się zabrałem do odpinania sprzączek. Najgorzej było z nagolennikami. Musiałem sięgnąć nisko, starając się trzymać głowę nad wodą. Dawus pomógł mi w tym wydatnie, przytrzymując mnie w pionowej pozycji.

– A co z mieczami? – spytał.

Dotknąłem odruchowo własnej broni.

– Zachowamy je, mogą się przydać, żeby się przez coś przebić.

Już sama myśl o tym przepełniła mnie zgrozą.

– A hełmy?

– Też je zatrzymamy dla ochrony głów. Kto wie, na co możemy natrafić?

Skinął głową. Płomień zaczynał z wolna przygasać. Poczułem nagle, że mam ściśnięte gardło.

– Dawusie, niejedno razem przeszliśmy – powiedziałem. – W Brundyzjum uratowałeś mi życie…

– Myślałem, że ty mi je uratowałeś! – Dawus się uśmiechnął.

Nie dla niego jakieś tam sentymentalne ostatnie pożegnania…

– Pogadamy o tym później, kiedy już się wydobędziemy z tego bałaganu. Myślisz, że w massylskich tawernach jeszcze mają wino czy też zabrakło już go na skutek blokady? Jestem spragniony.



43 из 239