– O, błogosławiona Artemido! Stary dureń nic nie może poradzić, że jest paskudny i ma fatalne maniery, ale po co zaraz bluźnić?

Wykręciłem szyję, by zobaczyć mego wybawcę, i przekonałem się, że jego głos dochodzi ze stojącej opodal lektyki trzymanej przez tragarzy.

– Niewolnicy! – padła nowa komenda. – Podnieść tych dwóch ludzi i wsadzić ich do lektyki obok mnie!

Niewolnicy zerknęli na mnie z powątpiewaniem. Jeden z nich wzruszył ramionami i rzekł:

– Panie, nie wiem, czy tragarze dadzą radę nieść was trzech. Ten duży wygląda na okropnie ciężkiego. Nie wiem nawet, czy jeszcze żyje.

Przewróciłem się zaniepokojony na bok w stronę Dawusa. Leżał na plecach bez ruchu, blady, z zamkniętymi oczami. Ku mej nieopisanej uldze po chwili otworzył je jednak i zakaszlał.

– Jeśli to dla was za duży ciężar, to będziesz musiał pobiec do domu i sprowadzić więcej niewolników – powiedział mój nieznany protektor głosem jeszcze bardziej chropawym z irytacji.

– Zaczekaj, Ofiarowany!

Spokojniejszy z dwóch starców, którzy się o mnie kłócili, postąpił w naszą stronę.

– Nie możesz tak odejść z tymi ludźmi, jak gdyby nigdy nic. Przybyli tu spoza miasta. Ten tutaj mówił po grecku z rzymskim akcentem. Pomimo bluźnierstwa Kalamitos miał rację co do jednego: oni mogą być niebezpieczni. Kto wie, czy nie są nasłanymi zabójcami albo szpiegami. Musimy przekazać ich żołnierzom.

– Nonsens! Czyż nie jestem Ofiarowanym, wybranym przez kapłanów Artemidy i zatwierdzonym przez Wielką Radę? Przez cały czas trwania kryzysu wszystkie dary bogów należą do mnie i mogę nimi dysponować według własnego uznania. To obejmuje także ryby wyrzucone na brzeg… niniejszym więc zabieram te dwa rybska. Nie mam wątpliwości, że wyrzuciła je na ten uformowany ludzką ręką brzeg sama Artemida. Ten duży wygląda wręcz na wieloryba!

– On zwariował! – mruknął jeden ze starców.

– Ale według prawa może mieć rację – zareplikował inny. – Dary bogów istotnie należą do Ofiarowanego…



48 из 239