Klasnął w ręce i lektyka się uniosła. Poczułem, że robi mi się słabo. Nieznajomy zauważył to i rzekł:

– Nie przejmuj się i zwymiotuj, jeśli musisz. Postaraj się zrobić to na zewnątrz, ale jak ci się nie uda, nie ma problemu. Jeśli zabrudzisz parę poduszek, po prostu je wyrzucę.

Z trudem przełknąłem ślinę.

– Przejdzie mi – mruknąłem.

– Och, nie powstrzymuj się! – doradził. – Człowiek nigdy nie powinien hamować naturalnych odruchów swego ciała. Tego się przynajmniej nauczyłem przez ostatnie parę miesięcy.

Dawus z wolna wrócił do siebie. Usiadł wyprostowany i zapytał:

– Teściu, gdzie my jesteśmy?

Odpowiedział za mnie nasz gospodarz.

– Jesteście w najpodlejszym mieście na świecie, młody człowieku, a przybyliście tu w najgorszym czasie w jego historii. Wiem coś o tym; tu się urodziłem i tu umrę. Zaznałem i dostatku, i biedy, radości i goryczy. Szczerze mówiąc, najwięcej było biedy i goryczy. Teraz jednak, w swej ostatniej godzinie, moje miasto mi wybacza, a ja wybaczam jemu. Wymieniamy się jedynymi rzeczami, jakie mamy do dania. Jego ostatnie bogactwa za moje ostatnie dni.

– Jesteś filozofem? – spytał Dawus, marszcząc czoło.

Mężczyzna się roześmiał, choć w moich uszach zabrzmiało to bardziej jak odgłos kosy tnącej gęstą trawę.

– Nazywam się Hieronimus – rzekł, jakby chciał zmienić temat. – A wy?

– Gordianus – przedstawiłem się krótko.

– Ach, więc Rzymianin, jak podejrzewał ten staruch.

– A to jest Dawus.

– Imię jak dla niewolnika.

– Jest wyzwoleńcem i moim zięciem. Dokąd nas zabierasz?

– Do mego grobu.

– Do grobu? – Otworzyłem szeroko oczy, pewien, że zawodzi mnie moja greka.

– Tak powiedziałem? Miałem na myśli mój dom oczywiście. Połóżcie się teraz spokojnie i odpoczywajcie. Ze mną jesteście bezpieczni.


Od czasu do czasu udawało mi się coś dojrzeć przez szparę między zasłonami.



50 из 239