Phoebe tymczasem wspięła się na oparcie przedniego siedzenia i przypatrywała się całej operacji ze smutną, zatroskaną miną. Że też ona zawsze musi wyglądać jak chodzące nieszczęście, zirytowała się w duchu Lizzie, która dobrze wiedziała, co ta mina naprawdę oznacza. Pod pozorami smutku i głębokiej troski w psim łbie kryła się zawsze ta sama myśl: kiedy wreszcie dadzą mi coś do zjedzenia.

– Bądź spokojny, Phoebe nie zniża się do skakania. Chyba w ogóle nie wie, jak to się robi. Jak się czujesz?

– Okropnie. Dostanę morfinę?

– Wiesz, że to niemożliwe. Bardzo ci współczuję.

– To bardzo nieprofesjonalne oświadczenie. Powinnaś powiedzieć: wszystko będzie dobrze, proszę tylko wziąć aspirynę, dobrze wypocząć i zadzwonić jutro rano. Naprawdę nie dostanę morfiny?

– Najpierw muszę dowieźć cię do szpitala i porządnie zbadać.

– Żeby poddać mnie reanimacji, na wypadek gdyby nastąpiło zatrzymanie akcji serca?

– Na przykład.

– Może postaram się od razu o zatrzymanie akcji serca, żeby na czas jazdy stracić przytomność.

– Nie mów takich rzeczy – upomniała go. – Będę jechać bardzo, ale to bardzo ostrożnie. – Sprawdziła, czy pas jest dobrze zapięty. – A poza tym nie zapominaj, że jutro bierzesz ślub.

– Jutro?

– No, jutro to chyba nie będzie możliwe.

– Emily dostanie histerii.

– To twoja narzeczona?

– Uhm.

– Bardzo jej współczuję. Przykro mi, panie doktorze, nikomu w tej sytuacji nie będzie lekko. Ale przede wszystkim musimy dojechać do szpitala.

ROZDZIAŁ DRUGI

Nie jęcz.

Nie denerwuj się.

Nie mów tej wariatce, żeby jak najszybciej wynosiła się z naszego miasteczka razem z tym swoim idiotycznym psem.

Nie zapominaj, że może ci jeszcze być potrzebna.



14 из 106