
– Wszystko będzie dobrze, proszę się nie martwić – pocieszyła ją Lizzie.
– Pani nic nie rozumie.
Pewnie nie. Mam ważniejsze sprawy na głowie.
Wreszcie, po podaniu analgetyku, Lizzie mogła przystąpić do prześwietlenia nogi, choć w tej chwili bardziej niepokoiła się o uraz głowy.
– Ból głowy wyraźnie osłabł – usłyszała nagle szept. Ze zdumienia wytrzeszczyła oczy. Nie do wiary, Harry nie tylko nie zapadł w sen, ale zgaduje jej myśli!
– Co mówisz?
– Czaszkę mam całą.
– Pozwolisz jednak, że ją zbadam – odparła surowo, a Harry ponownie zapadł w drzemkę.
Na szczęście. Czuła się nieswojo, kiedy na nią patrzył. Sama jego obecność wytrącała ją z równowagi. A jeszcze bardziej irytowała ją obecność nadąsanej Emily. Czy w tym szpitalu nie ma nikogo prócz jednej pielęgniarki?
Zresztą ma ich wszystkich w nosie. Musi po prostu robić swoje. Chociaż byłoby miło, gdyby ktoś zatroszczył się o nią, zauważył, że jest nadal w brudnym, przemoczonym ubraniu i trzęsie się z zimna.
Ktoś jednak w końcu o niej pomyślał, a tym kimś był Harry. Gdy po wykonaniu zdjęć Lizzie podeszła do łóżka na kółkach, zamierzając przewieźć chorego z powrotem do ambulatorium, Harry obudził się i chwycił ją za rękę.
– Przecież ty cała ociekasz wodą – powiedział. – Musisz się wreszcie ogrzać i wysuszyć – dodał zadziwiająco mocnym głosem. – Emily, zajmij się nią!
– Najpierw musimy zająć się tobą – odparła Emily. Z nich trojga wyglądała na najbardziej wytrąconą z równowagi.
– Czy mogę się na coś przydać? – Pytanie to zadała nieco starsza piegowata pielęgniarka, która ni stąd, ni zowąd pojawiła się w drzwiach i stała teraz, mierząc Emily, Harry’ego i Lizzie pełnym zdziwienia wzrokiem. – Joe powiedział mi o wypadku. Panie doktorze, co się stało?
– Doktor McKay złamał nogę – burknęła Emily.
– Toć widzę. A to dopiero kram. Przyszłam właśnie na dyżur. Co mam robić?
– Niech Emily zostanie przy mnie – zakomenderował Harry. – A ty, May, bądź łaskawa zająć się panią doktor.
