
Być może.
Przyłożywszy palce do chorej nogi, wyczuła zrazu lekki, potem coraz wyraźniejszy puls. Wpatrzyła się w posiniałą stopę, która zaczynała nabierać normalnej barwy.
Mężczyzna poruszył się i jęknął. Nie dziwota! Gdyby jej zrobiono coś podobnego bez znieczulenia, wrzeszczałaby do ochrypnięcia.
– Nie ruszaj się! – ostrzegła go łamiącym się głosem. Odpowiedziała jej cisza. – Słyszysz mnie?
Milczenie.
Trudno. Co dalej? Na razie uratowała nogę od martwicy. Teraz musi zapobiec wewnętrznemu albo mózgowemu krwotokowi, no i usunąć nieszczęśnika ze środka drogi, żeby znowu ktoś go nie przejechał.
Z zamyślenia wyrwał ją kolejny jęk. Mężczyzna poruszył się, wydając jakieś nieartykułowane dźwięki. Widać powoli odzyskiwał przytomność.
– Nie wolno ci się poruszać – powtórzyła. Mężczyzna znieruchomiał, jakby ważył jej słowa.
– Dlaczego? – wymamrotał.
Jego pytanie dodało Lizzie otuchy. Widocznie wraz z przytomnością wraca mu zdolność myślenia.
– Potrącił cię samochód. – Podczołgała się do jego głowy i zbliżyła do niej twarz. – Masz złamaną nogę.
Tym razem zastanawiał się nieco dłużej. Lizzie ułożyła się obok niego w taki sposób, by mógł ją zobaczyć tym okiem, którym mógł patrzeć, bo drugie nadal tonęło w błocie. Wiedziała, że mężczyzna potrzebuje bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem, a nie śmiała manipulować jego głową.
Zdawała sobie sprawę, jak absurdalnie musi wyglądać, ale bała się, by w chwili paniki nie wykonał gwałtownego ruchu.
– Jaki samochód? – spytał z pewnym trudem.
– Mój.
Jej odpowiedź wprawiła mężczyznę w kolejną długą zadumę.
– Boli mnie noga – powiedział. – Co jeszcze?
– Nie wiem. Coś cię boli oprócz nogi?
– Głowa.
– Myślę, że uderzyłeś się podczas upadku.
– Szybko jechałaś?
– Nie – odparła z nutą urazy w głosie. – Wbiegłeś mi prosto pod koła.
