
W dodatku, jak wytłumaczył zebranym, pozostali przy życiu pasażerowie twierdzili, że autobus „marnie jechał” i „lekko szarpał” podczas pierwszych trzech kilometrów jazdy pod górę. Prowadząca pojazd lekceważyła wszystkie te znaki ostrzegawcze i bez wahania wjechała w długą zjazdową część drogi kanionowej.
Na podstawie badań Dar ocenił, że w momencie wypadku przednie koła autobusu jechały na luzie, tylne natomiast pozostały zablokowane. Ten typ autobusu wyposażony był w hamulce automatyczne, które włączają się same, bez woli kierowcy, ilekroć ciśnienie powietrza w układzie spada poniżej dwóch kilogramów na centymetr kwadratowy. Z faktu blokady tylnych kół Darwin wywnioskował, że niskie ciśnienie powietrza w układzie hamulcowym automatycznie uruchomiło hamulce, testy Rady Bezpieczeństwa pokazały wszakże, iż układ nie przeciekał, a kompresor powietrza nie był uszkodzony. Niestety, hamulce automatyczne nie zdołały zatrzymać autobusu, ponieważ wcześniej się przegrzały.
Minor wrócił do autobusu testowego, ustawił hamulec parkingowy i znów wyjechał z kempingu. Za nim ruszyła eskorta pojazdów CHP i samochody prywatne. W trakcie jazdy na wzgórze autobus nieznacznie szarpał. Dar i jego pomocnik z kamerą wideo nagrali na taśmę własny komentarz – czuli zapach spalonych hamulców. Jadący za autobusem funkcjonariusze kalifornijskiej policji drogowej zgłosili przez radio, że wyraźnie widzą dym wznoszący się znad tylnych kół. W autobusie zapaliło się światełko ostrzegawcze. Minor zatrzymał się krótko w tym samym miejscu, w którym przystanął szkolny autokar, wcisnął hamulce, tak jak kobieta za kierownicą, po czym zaczął długi zjazd w dół. Dwa kilometry dalej, na stromej drodze kanionowej hamulce zawiodły. Zareagowały automatyczne, lecz te po chwili się przegrzały i autobus zaczął przyspieszać.
