– Nie, jeżeli pojedziesz swoim czarnym samochodem – zarechotał Cameron. Jego chichot zlał się ze zgrzytami i zakłóceniami kiepskiego połączenia.

– Jakiego rodzaju kraksa może mnie wysłać do Borrego Springs przed śniadaniem? – spytał Dar, siadając prosto. – Wielki karambol? Kilka pojazdów?

– Nie wiemy – odparł sierżant, wciąż lekko rozbawionym tonem.

– Co to znaczy, że nie wiecie? Nie wysłałeś jeszcze nikogo na miejsce wypadku?

– Ależ ja dzwonię z miejsca wypadku! – funkcjonariusz przekrzykiwał zakłócenia.

– I nie wiesz, ile samochodów brało udział w stłuczce? – Dar miał nadzieję, że znajdzie papierosa w szufladzie stolika przy łóżku. Rzucił palenie dziesięć lat temu, tuż po śmierci żony, nadal jednak w stresujących sytuacjach odczuwał głód nikotynowy.

– Nie możemy nawet stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, jakiego rodzaju pojazd czy pojazdy uczestniczyły w zderzeniu – Cameron wypowiedział to długie zdanie powoli, oficjalnym i protekcjonalnym tonem, którego policjanci używają podczas rozmów służbowych.

– Co masz na myśli? – spytał Dar. Potarł podbródek, usłyszał odgłos przypominający tarcie papierem ściernym i potrząsnął głową. Widział mnóstwo efektów zderzeń czołowych i innych kraks, do których doszło z powodu nadmiernej prędkości pojazdów. Rzeczywiście czasami trudno było odgadnąć model i pierwotny kształt wraku. Szczególnie w nocy.

– Mówię, że nie wiemy, czy rozbił się jeden samochód, kilka samochodów, samolot czy pieprzone UFO – odparł sierżant CHP. – Jeśli tego nie zobaczysz, Darwin, będziesz żałował przez resztę swoich dni.

– Co ty…? – zaczął Dar, lecz umilkł, gdyż Cameron się rozłączył. Minor postawił nogi na ziemi i siedząc nadal na łóżku, zapatrzył się w rozciągającą się za oknami jego wysokiego mieszkania ciemność. Wymamrotał: – Cholera. – Wstał. Musiał wziąć szybki prysznic.


***

Dojazd z San Diego zabrał mu dokładnie pięćdziesiąt osiem minut.



3 из 451