
— Szczerze, madame?
— Tak. Szczerze. Zawsze byłeś moim ulubieńcem. Doceniasz to, prawda?
— Mam pracę do zrobienia, madame. I wykonuję ją najlepiej, jak potrafię.
Królowa położyła swoją głowę na kolanach. Wolną dłonią potargała białą czuprynę medyka.
— Wiesz, że bez ciebie bym przepadła. Zwłaszcza teraz.
— Nonsens, madame. Pani wiedza osiągnęła takie stadium, że za chwilę może przyćmić moją.
Nie było to tylko mechaniczne pochlebstwo. Choć życiową specjalnością Greliera stały się studia nad bólem, Jasmina szybko się uczyła i wiedziała mnóstwo o fizjologii bólu: co to są bodźce urazowe; jaka jest różnica między bólem epikrytycznym a protopatycznym; co to blokada presynaptyczna i drogi neordzeniowe. Znała aktywatory prostaglandyny na podstawie swoich receptorów GABA.
Ale królowa poznała również ból w aspektach niedostępnych Grelierowi. Jego upodobania sprowadzały się wyłącznie do zadawania bólu. Nie doświadczył tego uczucia z uprzywilejowanej pozycji odbiorcy. Teoretycznie mógł znać to zagadnienie nadzwyczaj wnikliwie, ale ona zawsze miała nad nim przewagę.
Jak większość ludzi jego epoki, Grelier potrafił sobie jedynie wyobrazić męczarnię, mnożąc w wyobraźni tysiąckrotnie relatywnie drobny dyskomfort przy zadarciu paznokcia.
Nie wiedział, jak to jest.
— Może wiele się nauczyłam, ale ty, Grelier, zawsze będziesz mistrzem sztuki klonowania. Przed chwilą mówiłam poważ nie: spodziewam się zwiększonego zapotrzebowania. Potrafisz mi to dać?
— Powiedziałaś, że produkcja nie powinna spaść. A to co innego.
— Z pewnością nie pracujesz obecnie pełną parą. Grelier podkręcił śruby.
— Powiem otwarcie: niewiele do tego brakuje. Teraz przygotowuję się do odrzucenia jednostek, które nie spełniają naszych zwykłych standardów. Ale jeśli fabryka ma zwiększyć produkcję, to trzeba poluźnić standardy.
