
Królowa milczała przez wiele sekund. Quaiche słyszał tylko własny oddech, przerywany od czasu do czasu przez słabe skwierczenie zdychającego owada lub szczura. Coś się leniwie poruszyło za zieloną szybą szklanej półsferycznej kopuły, osadzonej w jednej z dwunastu ścian pomieszczenia. Quaiche czuł, że jest obserwowany nie tylko przez bezoką postać na tronie. Choć nikt mu tego nie powiedział, zrozumiał, że obiekt za zieloną szybą jest rzeczywistą królową, a uszkodzone ciało na tronie to tylko kukła, którą królowa aktualnie zamieszkuje. Te wszystkie pogłoski były prawdziwe: o jej solipsyzmie; o uzależnieniu od ostrego bólu,
będącego jej kotwicą w świecie rzeczywistym; o wielkim zapasie sklonowanych ciał, które jakoby trzymała w tym jednym celu.
— Skończyłeś, Quaiche? Powiedziałeś wszystko, co miałeś do powiedzenia?
„Westchnął.
— Chyba tak.
— W takim razie bardzo dobrze.
Musiała wydać jakiś sekretny rozkaz, ponieważ drzwi pomieszczenia znowu się otworzyły. Quaiche odwrócił się, czując na karku powiew zimnego świeżego powietrza. Weszli naczelny medyk i dwoje Ultrasów, którzy odwiedzili Quaiche’a po wybudzeniu.
— Skończyłam z nim — rzekła królowa.
— Co postanowiłaś? — spytał Grelier. Jasmina ssała paznokieć.
— Nie zmieniłam zdania. Włóżcie go do skafandra ornamentowanego.
CZTERY
Ararat, 2675Scorpio dobrze wiedział, że lepiej nie przeszkadzać Clavainowi, gdy się nad czymś zastanawia. Już z pięć minut temu powiedział mu o obiekcie, który spadł z kosmosu — jeśli rzeczywiście obiekt pochodził z kosmosu. Clavain siedział jak pomnik, z poważną, zastygłą twarzą i wzrokiem wbitym w horyzont.
Scorpio zaczynał już wątpić w zdrowie psychiczne przyjaciela, gdy ten odezwał się:
— Kiedy to się stało? Kiedy ta rzecz przybyła?
