
Scorpio wstrzymał oddech. Dokładnie to samo słyszał już wcześniej od Clavaina, nim przywiózł go na wyspę pół roku temu. Najwyraźniej okres izolacji nie osłabił jego przekonania, że Felka się nie utopiła.
— Wskakuj do łodzi, podrzucę cię i sam zobaczysz — powiedział Scorpio.
— Zrobiłbym tak, ale się boję.
— Że ocean zabierze również ciebie?
— Nie. — Odwrócił się twarzą do Scorpia. Był bardziej do tknięty niż zdziwiony. — Oczywiście, że nie. Tego w ogóle się nie boję. Ale przeraża mnie możliwość, że mógłby mnie pominąć.
Hela, 107 Piscium, 2727
W dzieciństwie ciągle mówili Rashmice Els, że nie powinna wyglądać tak poważnie. Dokładnie to samo powiedzieliby, gdyby widzieli ją teraz, gdy w półmroku siedziała na łóżku i wybierała kilka osobistych rzeczy, które mogła zabrać ze sobą na wyprawę. Wtedy obrzuciłaby ich urażonym spojrzeniem, jak zawsze w podobnych okolicznościach. Tylko że tym razem z głębszym przekonaniem, że ma rację, a oni się mylą. Bo choć miała zaledwie siedemnaście lat, wiedziała, że są wszelkie powody, by traktować sprawy bardzo poważnie i bać się.
Włożyła do małej torby zapas odzieży na trzy, cztery dni, choć spodziewała się, że podróż potrwa znacznie dłużej. Dorzuciła pakiet przyborów toaletowych zabranych z rodzinnej łazienki — rodzice niczego nie zauważyli — trochę sucharów i mały klinek koziego sera na wypadek, gdyby nie było nic do jedzenia (albo gdyby nie miała ochoty jeść tego, co dostanie) na pokładzie lodochodu Crozeta.
