Osiem lat temu, pomyślała — zgodnie z ponurymi nowymi oszacowaniami jedna dziesiąta ludzkiego życia. Jedna dziesiąta — nie należało tego lekceważyć, choć kiedyś osiem lat stanowiłoby jedną dwudziestą lub trzydziestą oczekiwanej długości życia. A równocześnie wydawało się to okresem znacznie dłuższym. To przecież była połowa jej własnego życia. Czekanie na kolejne karawany trwałoby wieczność. Ostatnio widziała je jako naprawdę mała dziewczynka, mała dziewczynka z jałowych wyżyn Vigrid, mająca opinię osoby, która zawsze mówi prawdę.

Teraz jednak pojawiła się nowa szansa. Zbliżał się setny dzień sto dwudziestego drugiego objazdu, gdy jedna z karawan nieoczekiwanie skręciła na wschód od Krzyżówki Hauk. Pochód zmienił kierunek na północ, do Nizin Gaudiego, a potem połączył się z drugą karawaną, która akurat zmierzała na południe w kierunku Posępnych Rozdroży. Nieczęsto się to zdarzało: ostatnio trzy objazdy temu, gdy karawany pojawiły się w odległości dnia drogi od wiosek na południowych stokach wzgórz Vigrid. Naturalnie wywołało to wielkie poruszenie. Organizowano przyjęcia i bankiety, grupy powitalne, sekretne popijawy. Zdarzały się niebezpieczne flirty, większe romanse i potajemne związki. Po dziewięciu miesiącach pojawi się grupa kwilących bobasów.

W porównaniu z powszechną surowością życia na Heli, a zwłaszcza z ciężką dolą mieszkańców jałowych wyżyn, odwiedziny karawany były okresem umiarkowanego, ostrożnego optymizmu. Jedną z rzadkich sytuacji, gdy osobisty los mógł ulec zmianie — oczywiście w ściśle wyznaczonych ramach. Trzeźwiej myślący nie okazywali specjalnego podniecenia, ale prywatnie zastanawiali się, czy przypadkiem również dla nich nie nadszedł czas odmiany. By odbyć podróż na miejsce spotkań, wymyślali jakiś pretekst: nigdy nie chodziło o osobistą korzyść, ale wyłącznie o wspólne dobro wioski. I tak przez prawie trzy tygodnie wioski wysyłały własne małe karawany, które jechały przez pagórkowaty teren pełen zdradliwych rozpadlin na spotkanie większych karawan.



44 из 752