— Jak osiągniesz mój wiek, trochę mniej ci będzie na tym zależało.

Dzień był spokojny, jak zwykle, gdy pokrywa chmur nad Araratem wisiała nisko. Bliższe słońce — wokół którego krążył Ararat — to wyblakła plama nisko na zachodnim niebie. Jego odległy binarny towarzysz był wyraźnym białym klejnotem po drugiej stronie horyzontu, przyszpilonym w szczelinie między chmurami, Epsylon Eridani A i B — ale nikt nigdy ich tak nie nazywał. Zawsze mówiono o nich Słońce Jasne i Słońce Słabe.

Srebrzystoszare światło dnia odebrało morzu zwykłą barwę i woda zmieniła się w ponurą szarawozieloną zupę. Gdy chlupotała wokół butów Scorpia, wydawała się gęsta, ale choć nie była przejrzysta, to — jak na Ararat — niewiele w niej żyło mikroorganizmów. Płynąc, Vasko nieco ryzykował, ale to była słuszna decyzja, bo dzięki temu mogli bliżej podpłynąć łódką do brzegu. Scorpio, choć nie znał się na tym zbyt dobrze, wiedział, że znaczące kontakty między Żonglerami a ludźmi odbywały się w rejonach oceanu tak nasyconych mikroorganizmami, że powierzchnia wody wyglądała jak pokryta tratwami z materii organicznej. W tym akurat miejscu jej koncentracja była dość niska i nie istniało zbyt duże niebezpieczeństwo, że podczas ich nieobecności Żonglerzy skonsumują łódkę lub wygenerują lokalny przypływ, który zmyje ją do morza.

Idąc na suchy ląd, pokonywali łagodnie nachyloną skalną płaszczyznę, widoczną z morza jako ciemna linia. Miejscami zachmurzone niebo odbijało się w płytkich kałużach srebrną szarością. Lawirowali między nimi, kierując się na nieodległy biały pagórek.

— Nie powiedział mi pan, o co chodzi.

— Niedługo się dowiesz — odparł Scorpio. — Nie ekscytuje cię już samo spotkanie z tym starcem?

— Raczej przeraża.

— On tak działa na ludzi, ale nie daj się. Czołobitność go nie rajcuje.

Po dziesięciu minutach marszu Scorpio odzyskał siły, które stracił, ciągnąc łódź. Tymczasem pagórek stał się kopułą przyklejoną do ziemi, a wreszcie okazał się namiotem pneumatycznym przymocowanym do wbitych w skałę kołków. Biała tkanina miała przy podstawie plamy w różnych odcieniach morskiej zieleni. Powłoka nosiła ślady łatania i reperacji. Namiot obłożono wydobytymi z wody kawałkami konch, których rozmieszczenie niewątpliwie wskazywało na zamysł artystyczny.



6 из 752