
– Czy zrobił już kiedyś coś podobnego?
– Prawdę mówiąc tak. Próbowałam to wyjaśnić detektywowi prowadzącemu sprawę. Bez skutku. Dowan postąpił tak już dwa razy. Pierwszy, gdy Melanie i Blanche miały… tak, chyba sześć i trzy lata. Zniknął na trzy tygodnie. Wyjechał bez słowa i wrócił, nic nie wyjaśniając.
– Dokąd pojechał?
– Nie mam pojęcia. Za drugim razem było podobnie. Ale to stało się wiele lat później, zanim rozstaliśmy się na dobre. Zniknął dosłownie z dnia na dzień. Wrócił kilka tygodni później bez słowa wyjaśnienia czy przeprosin. Podejrzewam oczywiście, że jego ostatnie zniknięcie to kolejna zagrywka w tym stylu.
– Co go skłoniło do wyjazdu, gdy byliście jeszcze małżeństwem?
Machnęła lekko ręką i z koniuszka papierosa popłynęła strużka dymu.
– Chyba mieliśmy problemy. Bo zwykle je miewaliśmy. Dow utrzymywał, że potrzebuje czasu, by oczyścić umysł, choć do końca nie wiem, co to mogło oznaczać. Jakiś czas potem po prostu nie wrócił do domu. Odwołał wszystkie spotkania, również towarzyskie, nie wyjaśniając nic nikomu, mnie też nie. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, gdy nie wrócił na kolację. Za drugim razem było podobnie, tyle tylko że nie odchodziłam od zmysłów z niepokoju.
– Tak więc w obu tych przypadkach zachował się podobnie jak tym razem?
– Tak jest. Za pierwszym razem zorientowałam się, że zniknął, dopiero po upływie wielu godzin. Jest przecież lekarzem i często się spóźniał. O północy byłam jednak bliska histerii. Myślałam, że zwariuję.
– Powiadomiła pani policję?
– Powiadomiłam wszystkich. A potem w porannej poczcie znalazłam wiadomość. Napisał, że w końcu wróci do domu, co zresztą zrobił. Wpadłam oczywiście w szał, ale on wcale się tym nie przejął. Wszystko mu, głupia, wybaczyłam i żyliśmy jak dawniej. Byliśmy dobrym małżeństwem, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Sądziłam, że jest szczęśliwy, aż do czasu pojawienia się Crystal. O ile wiem, zabawiał się z nią od lat.
