
– Dlaczego pani została?
– Byłam przekonana, że jest dobrym mężem. Ależ byłam naiwna! Sprawiał wrażenie dalekiego, zamkniętego w sobie, ale nie winiłam go za to, przynajmniej świadomie. Nawet jeśli miałam mu to za złe, to nie zdawałam sobie z tego sprawy. Teraz, z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że mężczyzna może znikać na wiele sposobów.
– Na przykład?
Wzruszyła ramionami i zgasiła papierosa.
– Telewizja, sen, alkohol, książki, środki pobudzające, uspokajające. To oczywiście tylko przykłady, ale rozumie pani, o co mi chodzi.
– A w jego przypadku?
– Dow nie widział świata poza swoją pracą. Wychodził wcześnie rano i zostawał w gabinecie do późnej nocy. Musi pani zrozumieć, że jest człowiekiem, który za wszelką cenę pragnie uniknąć nieporozumień. Dlatego tak bardzo kocha starszych ludzi, bo oni niczego od niego nie wymagają. Jako lekarz cieszy się wyjątkową pozycją, co dla niego zawsze było bardzo ważne. Czuł się lepszy od innych śmiertelników.
– Jak długo byliście państwo małżeństwem?
– Prawie czterdzieści lat. Poznaliśmy się w Syracuse. Kończyłam historię sztuki, a on studiował medycynę. Pobraliśmy się wkrótce po uzyskaniu dyplomów. Dow przeniósł się potem do szkoły medycznej na uniwersytecie Penn State i tam skończył staż. Dziewczynki były już wtedy na świecie. Zostałam z nimi w domu, dopóki nie poszły do szkoły, a potem zdobyłam tytuł magistra architektury wnętrz. Zaprojektowałam dom, w którym zamieszkaliśmy wkrótce potem w Horton Ravine. Oczywiście do grubszej roboty wynajęliśmy architekta.
– Były mąż nadal tam mieszka?
– Tak, choć o ile wiem, Crystal nigdy na tym domu nie zależało i nie bardzo o niego dba.
