Zatrzymałam się gotowa na bliskie spotkanie z zabłoconymi łapami, lecz dosłownie w ostatniej chwili ostry gwizdek raz jeszcze przeciął powietrze i pies pognał dalej. Ruszyłam w górę, zatrzymując się dwa razy na betonowych schodach, zanim dotarłam do tarasu z portykiem z wapienia ocieniającym wejście do domu. W udach czułam palący ból. Sapałam i dyszałam, a serce waliło mi w piersiach jak karabin maszynowy podczas natarcia. Mogłabym przysiąc, że tu na górze w powietrzu jest znacznie mniej tlenu, ale wspięłam się przecież tylko na wysokość drugiego piętra i nie mogłam znajdować się wyżej niż sto dwadzieścia metrów nad poziomem morza. Udając, że podziwiam widoki, odwróciłam się, żeby złapać oddech.

Z tej wysokości dostrzegłam lśniącą plamę Pacyfiku i jego linię brzegową, rozciągającą się w odległości mniej więcej ośmiu kilometrów. W przejrzystym powietrzu mogłam niemal dokładnie policzyć pasma górskie na wysepkach leżących w odległości dobrych czterdziestu kilometrów od brzegu. Tuż za mną nad szczytami gór gromadziły się chmury, a ich szybko przesuwający się po niebie ciemnoszary dywan niósł ze sobą zapowiedź burzy. Leżące sześćset kilometrów na północ San Francisco na pewno już odczuło jej skutki.

Kiedy zadzwoniłam do drzwi, oddychałam już spokojniej, a w myślach szybko przebiegłam wydarzenia, które mnie tu sprowadzały. Dziewięć tygodni temu zaginął były mąż Fiony, doktor Dowan Purcell. Fiona przysłała mi przez posłańca do biura szarą kopertę pełną wycinków z gazet opisujących to tajemnicze zniknięcie. Po raz pierwszy czytałam przesłane mi artykuły, siedząc wygodnie w obrotowym fotelu ze stopami opartymi o krawędź biurka. Fiona ułożyła wszystko w porządku chronologicznym, nie opatrzyła jednak żadnym komentarzem. Śledziłam całą tę historię w lokalnej prasie, lecz nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, że zostanę w nią zamieszana. Doszłam do wniosku, że ponowna lektura wycinków może się okazać bardzo pomocna.



3 из 335