
Odstawiła filiżankę.
– Dostała pani wycinki?
– Wczoraj posłaniec przyniósł je do biura. Przeczytałam je wieczorem i jeszcze raz dziś rano. Policja przeprowadziła bardzo drobiazgowe śledztwo…
– Albo chce, żeby za takie je uważano.
– Nie jest pani zadowolona z jego postępów?
– Postępów! Jakich postępów? Dowana nie odnaleziono. Powiem pani, co osiągnęli: nic! Na pewno robią wszystko, co do nich należy – wydają oświadczenia, wyrażają troskę – ale to tylko wściekłość i wrzask, które nic nie znaczą
Nie zgadzałam się z jej opinią, ale postanowiłam jeszcze nie protestować. Moim zdaniem policjanci są rewelacyjni, ale po co się spierać? Chciała mnie wynająć, a ja zjawiłam się tutaj głównie po to, by się przekonać, czy w jakikolwiek sposób mogę się przyczynić do rozwikłania tej zagadki.
– Jakie są najnowsze doniesienia? – spytałam.
– Nikt nic o nim nie słyszał, przynajmniej o ile mi wiadomo. – Zaciągnęła się papierosem i strzepnęła popiół do ciężkiej kryształowej popielniczki. Jej ciemna szminka do ust zlewała się z meszkiem rosnącym nad górną wargą. Pozostawiła wyraźny odcisk na krawędzi filiżanki i na ustniku papierosa. Fiona nosiła ciężką, starą biżuterię: duże srebrne klipsy i pasującą do nich bransoletkę. Efekt był bardzo stylowy, ale wszystko w jej wyglądzie pachniało sprzedażą nieruchomości i markowymi sklepami. Chwilami wyglądała naprawdę uderzająco ze śladami dawnej urody, które za wszelką cenę starała się podkreślić. Zastanowiłam się, czy jeśli się pochylę w jej stronę, poczuję woń naftaliny i starych szaf, zmieszany z zapachem perfum z lat czterdziestych: Shalimar i Old Golds.
