
– Wie pani oczywiście, że jesteśmy rozwiedzeni – powiedziała, spuszczając nagle wzrok.
– Napisano o tym w jednym z artykułów, które mi pani przysłała. A jak się mają sprawy z jego obecną żoną?
– Przez cały ten trudny okres rozmawiałam z Crystal tylko raz. Robi wszystko, żeby trzymać mnie od wszystkiego z daleka. Otrzymuję informacje od córek, którym zależy na utrzymywaniu z nią bliskich kontaktów. Bez nich wiedziałabym jeszcze mniej.
– Ma pani dwie córki?
– Tak. Młodsza, Blanche, mieszka z mężem cztery przecznice stąd. Starsza, Melanie, mieszka w San Francisco. Zatrzymam się u niej do przyszłego wtorku.
– Wnuki?
– Mel nie wyszła za mąż, a Blanche za trzy tygodnie spodziewa się piątego dziecka.
– No proszę – powiedziałam.
Fiona uśmiechnęła się kwaśno.
– Macierzyństwo to jej sposób na uchylanie się od prawdziwej pracy.
– „Prawdziwa praca” brzmi w tym zestawieniu bardzo niewinnie. Ja nie potrafiłabym się zajmować piątką dzieci.
– Ona też nie radzi sobie najlepiej. Na szczęście dzieci mają bardzo dobrą niańkę.
– Jak się układają stosunki pomiędzy pani córkami i Crystal?
– Chyba dobrze. Ale czyż może być inaczej? Jeśli nie będą chciały tańczyć, jak im zagra, Crystal postara się, żeby już nigdy nie spotkały się z ojcem ani przyrodnim bratem. Wie pani, że Dow i Crystal mają syna? Griffith skończył właśnie dwa lata.
– Pamiętam wzmiankę o chłopcu. Czy mogę zwracać się do pani po imieniu?
Zaciągnęła się papierosem, po czym oparła go o brzeg kryształowej popielniczki.
