
– Nie musisz już teraz czekać, droga Suzanne. Przecież jeszcze tu jestem.
– Wiem i doceniam, ale nie mogę się doczekać jutra. Dobranoc, Matt.
Pochylił się, pocałował mnie delikatnie w usta, a potem odjechał.
I tak jak zawsze w moim życiu – przynajmniej dotąd – wreszcie nadeszło upragnione jutro. Pierwszy sygnał dnia dał Gus. Codziennie rano wybiega na ganek i przynosi mi gazetę „Boston Globe”. Trudno o lepszego przyjaciela!
Tego dnia po pracy Picasso obwiózł mnie po wyspie swoim wysłużonym chevroletem. Nadal nie przestawały mnie zachwycać widoki na Martha`s Vineyard.
W końcu wylądowaliśmy wśród pięknych kolorowych skał Gay Head. Matt przypomniał mi, że harpunnik w „Moby Dicku”, Tashtego, jest Indianinem pochodzącym właśnie z Gay Head. Zupełnie nie pamiętałam.
Kilka dni później, kiedy skończył u mnie remont, znów wybraliśmy się na przejażdżkę.
Jeszcze dwa dni później pojechaliśmy aż na wyspę Chappaquiddick. Na plaży widniała mała tabliczka: NIE PRZESZKADZAĆ. TAKŻE MAŁŻOM I INNYM MIĘCZAKOM. Miłe.
Wiem, że zabrzmi to głupio albo jeszcze gorzej, ale rozpierała mnie radość tylko dlatego, że siedziałam obok Matta w samochodzie. Spojrzałam na niego i pomyślałam sobie: cóż to za mężczyzna. A przed nami przygoda. Od dawna się tak nie czułam. Bardzo mi tego brakowało.
Matt odwrócił się do mnie i spytał, o czym myślę.
– O niczym. Oglądam widoki – skłamałam.
– A jeśli zgadnę – nie dawał za wygraną – to mi potwierdzisz?
– No pewnie.
– Jeżeli zgadnę – spytał z podstępnym uśmiechem – to umówimy się znowu? Choćby jutro wieczorem?
– Dobrze, ale jeśli nie zgadniesz, to już się nigdy nie zobaczymy. Wysoka stawka.
Roześmiał się radośnie, po czym puścił do mnie oko i rąbnął prosto z mostu:
– Myślałaś o nas.
Nie mogłam nawet blefować, tylko się zarumieniłam.
– Może.
– Miałem racje! – zawołał i wyrzucił w górę ręce w triumfalnym geście. – No więc jak?
