
Usłyszał bulgotanie czajniczka, potem ciche stuknięcia przy mieszaniu i brzęk odkładanej łyżeczki.
Żadnego dźwięku, powiedział tato. Oprócz tych chwil, kiedy chodzi albo mówi, nie usłyszysz od niego żadnego dźwięku. Żadnego cmokania wargami ani niczego w tym rodzaju.
Ani oddechu.
Aha, i jeszcze jedno. Kiedy zdejmiesz stare podkowy, nie rzucaj ich w kąt, żeby potem przetopić z innymi resztkami. Przechowuj je osobno. Roztapiaj osobno. Trzymaj dla nich osobny tygiel i nowe podkowy wykuwaj z tego metalu. Cokolwiek zrobisz, nigdy nie kładź tego żelaza na innej żywej istocie.
Prawdę mówiąc, Jason zachował jeden komplet starych podków na zawody w rzucaniu do celu na różnych wiejskich jarmarkach. Nigdy nie przegrywał, kiedy nimi rzucał. Zwyciężał tak często, że aż się trochę wystraszył i teraz podkowy zwykle wisiały na gwoździu za drzwiami.
Czasami wiatr zaklekotał okiennicą albo trzaskały węgle. Seria uderzeń i pisków niedaleko sugerowała, że kurnik na końcu podwórza właśnie rozstał się z gruntem.
Właściciel klienta nalał sobie jeszcze herbaty.
Jason skończył z kolejną podkową i wypuścił końską nogę. Potem wyciągnął rękę. Koń przesunął ciężar ciała i podniósł ostatnie kopyto.
Jeden taki koń na milion. Albo i tego nie…
Wreszcie skończył. Zabawne, lecz nigdy jakoś nie trwało to długo. Jason nie potrzebował zegara, ale podejrzewał, że praca, zajmujące prawie godzinę, była wykonana po paru minutach.
— No już — powiedział. — Gotowe.
DZIĘKUJĘ. MUSZĘ PRZYZNAĆ, ŻE TO DOSKONAŁE CIASTECZKA. JAK WSADZAJĄ DO ŚRODKA TE KAWAŁKI CZEKOLADY?
— Nie wiem, szanowny panie. — Jason wpatrywał się nieruchomo w wewnętrzną stronę swojej opaski.
PRZECIEŻ CZEKOLADA POWINNA SIĘ ROZPUŚCIĆ PRZY PIECZENIU. JAK TO ROBIĄ, JAK PAN MYŚLI?
— To pewno sekret fachu — odparł Jason. — Nigdy nie pytam o takie rzeczy.
