Przypuszczałem, że mężczyźni taszczący pień przystąpią do dzieła natychmiast, jak tylko dotrą pod drzwi, ale okazało się, że nie doceniłem alkada, który w ostatniej chwili stanął na progu domu, zamachał kapeluszem, aby uciszyć rozgadanych ludzi, po czym rzekł:

— Mili goście i szanowni mieszkańcy Saltu! Nim zdążycie po trzykroć wziąć oddech, zobaczycie, jak rozbijamy tę oto kamienną zaporę i wyciągamy na światło dzienne złoczyńcę Barnocha, wszystko jedno, martwego czy żywego, choć przypuszczamy, że raczej będzie żywy, jako że nie przebywał w zamknięciu zbyt długo. Wiecie, co uczynił potajemnie współpracował z siepaczami Vodalusa, donosząc im o miejscu pobytu tych, którzy później stawali się ich ofiarami! Zapewne wszyscy teraz myślicie — i słusznie! — że takie postępowanie nie zasługuje na wybaczenie. Tak jest, powiadam! Tak jest, powiadam! Z powodu tego Barnocha setki, a może nawet tysiące niewinnych ludzi leży teraz w bezimiennych grobach. Setki, a może nawet tysiące zaznały znacznie gorszego losu.

Jednak proszę was, żebyście zastanowili się nad jednym, zanim runie kamienna ściana. Vodalus utracił szpiega, więc z pewnością zacznie szukać sobie innego. Którejś nocy, być może już niedługo, u kogoś z was zjawi się nieznajomy człowiek. Zapewne uraczy was gładką przemową

— Taką jak ty teraz! — zawołał ktoś, wzbudzając powszechną wesołość.

— Znacznie lepszą, bo ja jestem tylko prostym górnikiem, jak wielu z was wie. Dużo bardziej zgrabną i przekonującą. Kto wie, czy nie zaproponuje wam też pieniędzy. Jednak zanim skiniecie mu głową, chcę, żebyście przypomnieli sobie, jak wyglądał dom Barnocha, cichy, martwy, z zamurowanymi drzwiami i oknami. Wyobraźcie sobie wtedy wasz dom, dokładnie taki sam, tyle tylko, ze to wy będziecie zamknięci w jego wnętrzu.



12 из 288