
Wymaszerowala, odprowadzona przez swego aktualnego kochanka i wybuchy chóralnego smiechu.
Pozostali goscie mieli mnóstwo pytan.
— Gdzies zdobyl te stworzenia? — chcieli wiedziec.
— W firmie Wo i Shade, import — odpowiedzial, uprzejmym gestem wskazujac Jale Wo, która przez wiekszosc wieczoru trzymala sie na uboczu i milczala.
— Dlaczego udekorowaly mury zamków twymi podobiznami?
— Poniewaz jestem dla nich zródlem wszelkiego dobra. Przeciez mnie znacie od tej strony, prawda? — Wzbudzilo to szereg zduszonych chichotów.
— Czy beda znowu walczyc?
— Oczywiscie, ale nie dzisiaj. Nie martwcie sie. Beda nastepne przyjecia.
Jad Rakkis, ksenobiolog-amator, zaczal mówic o innych spolecznych owadach i wojnach, jakie one tocza.
— Te piaseczniki sa zabawne, ale nie ma w nich nic szczególnego. Powinniscie posluchac na przyklad o ziemskich czerwonych mrówkach.
— Piaseczniki nie sa owadami — odpowiedziala ostro Jala Wo, ale Rakkis byl na fali i nikt nie zwrócil na jej slowa najmniejszej uwagi. Kress usmiechnal sie do niej i wzruszyl ramionami.
Malada Blane zaproponowala, aby przy okazji nastepnej wojny robic zaklady. Wszyscy temu przyklasneli i rozpoczeli ozywiona, niemal godzinna dyskusje na temat zasad i stawek. W koncu goscie zaczeli sie rozchodzic.
Jala Wo byla ostatnia.
— Tak wiec — powiedzial Kress, gdy zostali sami — wyglada na to, ze moje piaseczniki sa przebojem.
— Rozwijaja sie calkiem dobrze. Juz teraz sa wieksze niz moje.
