
W koncu Rakkis, po miesiacu, w czasie którego straty siegnely tysiaca standartów, zjawil sie na spotkaniu, niosac pod pacha male plastykowe pudelko. W srodku znajdowalo sie przypominajace pajaka stworzenie, pokryte delikatnym, zlotym wlosem.
— Pajak piaskowy — oznajmil. — Z Cathaday. Dzis po poludniu dostalem go od t’Etherane. Zwykle usuwaja im worki jadowe, ale ten jest nietkniety. Przyjmujesz zaklad, Simon? Chce odzyskac moje pieniadze. Stawiam tysiac standartów, ze mój pajak piaskowy poradzi sobie z twoimi piasecznikami.
Kress przyjrzal sie zamknietemu w plastykowym wiezieniu zwierzeciu. Piaseczniki urosly i byly, jak to slusznie Wo powiedziala, dwukrotnie wieksze niz jej wlasne — jednak przy tym stworzeniu wygladaly jak karly. Poza tym ono posiadal jad, a piaseczniki nie. Bylo, ich jednak strasznie duzo. Ponadto ich wojny wewnetrzne ostatnio zaczely juz byc nieco nuzace. Odmiana, jaka nioslo ze soba to wyzwanie zaintrygowala Kressa.
— W porzadku — powiedzial. — Jestes glupcem, Jad. Oddzialy piaseczników beda naplywaly tak dlugo, az ten twój ohydny stwór bedzie martwy.
— To ty jestes glupcem, Simon — odpowiedzial Rakkis z usmiechem. — Cathadayski pajak piaskowy zywi sie glównie stworzeniami, które zyja zagrzebane w jakichs norach czy szczelinach i — tylko patrz uwaznie — pójdzie prosto do tych zamków i pozre mamki.
Posród ogólnego smiechu Kress stracil nagle humor. Tego nie wzial pod uwage.
— Zaczynajmy juz wreszcie — powiedzial z irytacja. Uzupelnil sobie szklanke do pelna.
