
— Spokojnie — szepnal, trzymajac sie za glowe. — Mam kaca.
Klnac odepchnela go na bok i weszla do domu. Zza rogu wylazl pelzacz, jakby chcac sie dowiedziec co to za halasy. Splunela na niego i wbiegla do salonu. Kress bezskutecznie usilowal ja dogonic.
— Stan na chwile — powiedzial Kress. — Dokad … nie mozesz…
Zatrzymal sie nagle, skamienialy z przerazenia. Cath w lewym reku trzymala ciezki mlotek.
— Nie — powiedzial.
Poszla prosto ku terrarium.
— Bardzo lubisz te urocze stworzonka, Prawda Simon? To mozesz sobie z nimi mieszkac!
— Cath! — wrzasnal.
Chwyciwszy mlotek w obie dlonie, skierowala go z cala sila na sciane pojemnika. Odglos uderzenia niemal rozsadzil Kressowi czaszke. Jednak plastyk wytrzymal.
Znowu sie zamierzyla. Tym razem rozlegl sie trzask i na scianie pojawila sie siec cienkich linii.
Kress rzucil sie na nia, gdy podnosila mlotek do trzeciego uderzenia. Mocujac sie, upadli na podloge i kilkakrotnie sie przetoczyli. Cath wypuscila mlotek i zlapala Kressa za gardlo, usilujac dusic. Wywinal sie i ukasil ja do krwi w ramie.
W koncu staneli niepewnie na nogi, dyszac ciezko.
— Powinienes sie teraz zobaczyc, Simon — powiedziala ponuro. — Krew kapie ci z ust. Wygladasz jak jeden z tych twoich ulubienców. Jak ci sie podoba ten smak?
— Wynos sie — powiedzial. Zauwazyl miecz lezacy na podlodze, tam gdzie go wczoraj rzucil. Podniósl go pospiesznie. — Wynos sie — powtórzyl, wywijajac nim dla dodania wagi slowom. — Nie próbuj podchodzic do pojemnika.
Zasmiala sie.
— Nie odwazysz sie — powiedziala i schylila sie, by podniesc mlotek.
Kress wrzasnal i pchnal. Zanim w pelni uswiadomil sobie, co sie stalo, zelazne ostrze gladko przeszlo przez piers Cath. Spojrzala na niego zaskoczona, potem opuscila wzrok ku mieczowi.
