— Dlaczego?

— No, kazaliśmy czekać Patrycjuszowi, sir, więc wypada może mu powiedzieć, że się spóźnimy.

Vimes sięgnął po zegarek i spojrzał na tarczę. Miał przeczucie, że to znowu jeden z tych dni… tych, które przytrafiają się codziennie.


* * *

W naturze wszechświata leży, by osoba, która zawsze każe człowiekowi czekać dziesięć minut, tego dnia, gdy ten człowiek się o dziesięć minut spóźni, była gotowa dziesięć minut wcześniej i bardzo starannie nic o tym nie wspominała.

— Przepraszamy za spóźnienie, sir — rzekł Vimes, kiedy weszli do Podłużnego Gabinetu.

— Och, spóźniliście się, panowie? — Patrycjusz uniósł wzrok znad papierów. — Doprawdy nie zauważyłem. Nic poważnego, mam nadzieję?

— Gildia Błaznów się paliła, sir — wyjaśnił Marchewa. — Jakieś ofiary?

— Nie.

— Cóż, to prawdziwe błogosławieństwo — stwierdził wolno lord Vetinari.

Odłożył pióro.

— Do rzeczy… Co mieliśmy omówić…? — Przysunął sobie jakiś dokument i przeczytał szybko. — Aha… Jak widzę, nowy wydział ruchu drogowego wywarł oczekiwany skutek. — Wskazał duży stos papierów. — Dostaję niezliczone skargi od Gildii Woźniców i Poganiaczy. Brawo. Proszę przekazać moje podziękowania sierżantowi Colonowi i jego ludziom.

— Oczywiście, sir.

— Jak widzę, jednego dnia zaklamrowali siedemnaście wozów, dziesięć koni, osiemnaście wołów i kaczkę.

— Była nieprawidłowo zaparkowana, sir.

— W samej rzeczy. Jednakże dostrzegam tu chyba pewien dziwny schemat…

— Sir?

— Wielu woźniców zapewnia, że tak naprawdę wcale nie parkowali, ale zatrzymali się tylko, by przepuścić wyjątkowo starą i wyjątkowo brzydką damę, która wyjątkowo powoli przechodziła przez ulicę.



10 из 329