Został pan powieszony i znalazł się pan o pół cala od śmierci. Tylko ekspert stojący tuż obok pana mógłby to stwierdzić, a tym ekspertem był nasz przyjaciel, pan Trooper. Nie, panie Lipwig, Albert Spangler nie żyje. Trzystu ludzi przysięgnie, że widziało, jak umiera. — Pochylił się. — A zatem, odpowiednio do sytuacji, chcę teraz z panem pomówić o aniołach.

Moist zdołał stęknąć.

— Pierwszy interesujący fakt dotyczący aniołów, panie Lipwig, jest taki, że czasami, bardzo rzadko, w takim punkcie kariery człowieka, który zmienił swoje życie w tak niesamowitą i skomplikowaną plątaninę, że śmierć wydaje się jedynym rozwiązaniem, pojawia się przed nim… czy też, powinienem powiedzieć, jemu się pojawia… anioł. I daje mu szansę, by cofnąć się do chwili, gdy wszystko poszło nie tak, i tym razem zrobić to jak należy. Panie Lipwig, chciałbym, żeby uważał mnie pan… za anioła.

Moist wytrzeszczał oczy. Czuł przecież, jak napina się powróz, jak dusi go pętla… Widział, jak wzbiera ciemność… Przecież umarł!

— Proponuję panu pracę, panie Lipwig. Albert Spangler spoczął w grobie, ale pan Lipwig ma przed sobą przyszłość. Oczywiście może się okazać wyjątkowo krótka, to zależy od jego decyzji. No więc proponuję panu posadę, panie Lipwig. Pracę, za pensję. Domyślam się, że ta koncepcja nie jest panu znajoma…

Wyłącznie jako forma piekła, pomyślał Moist.

— Chodzi o posadę naczelnego poczmistrza w Urzędzie Pocztowym Ankh-Morpork.

Moist patrzył nieruchomo.

— Chcę też dodać, panie Lipwig, że za panem są drzwi. Jeśli w dowolnym momencie zechce pan przerwać naszą rozmowę, wystarczy, że wyjdzie pan tymi drzwiami, a już nigdy więcej nic pan ode mnie nie usłyszy.

Moist zanotował to w pamięci, w przegródce „bardzo podejrzane”.

— Wracając do rzeczy… Pańskie obowiązki, panie Lipwig, obejmują odtworzenie i prowadzenie służby pocztowej w mieście, przygotowanie przesyłek międzynarodowych, konserwacja własności Urzędu Pocztowego i tak dalej, i tym podobnie…



11 из 357