— Owszem, drogi panie, spytaliśmy go o to, a on powiedział, że nie, wcale nie. Powiedział, że dostarcza… ter-rapii zajęciowej, zdrowych ćwiczeń fizycznych, chroni od przygnębienia, a także oferuje najwspanialszy ze wszystkich skarbów, jakim jest Nadzieja.

— Nadzieja — mruknął ponuro Moist.

— Nie złości się pan, prawda?

— Czemu miałbym się złościć, panie Wilkinson?

— Ostatni gość, którego mieliśmy w tej celi, zdołał wcisnąć się do tego ścieku, wie pan. Bardzo szczupły mężczyzna. Bardzo zwinny.

Moist spojrzał na niewielką kratkę w podłodze. Zrezygnował z niej od razu.

— Prowadzi do rzeki? — spytał.

Dozorca wyszczerzył zęby.

— Tak można by pomyśleć, prawda? Bardzo był zdenerwowany, kiedy go wyciągnęliśmy. Miło się przekonać, że wyczuwa pan ducha tej rozgrywki, drogi panie. Był pan przykładem dla nas wszystkich, kiedy pan nie rezygnował. Wciskał pan cały pył do materaca? Bardzo sprytnie, bardzo porządnie. Elegancko. To była prawdziwa radość, mieć pana tutaj z nami. A przy okazji, pani Wilkinson bardzo dziękuje za kosz owoców. Wytworny, nie ma co. Nawet kumkwaty w nim były!

— Nie ma o czym mówić, panie Wilkinson.

— Szef trochę się wkurzył o te kumkwaty, bo on w swoim miał tylko daktyle, ale wytłumaczyłem mu, że kosze z owocami są jak życie: dopóki nie zdejmie się z czubka ananasa, nigdy nie wiadomo, co się trafi. On też dziękuje.

— Cieszę się, że mu smakowały, panie Wilkinson — zapewnił odruchowo Moist.

Kilka jego byłych gospodyń przyniosło prezenty dla „tego biednego, zagubionego chłopca”, a Moist zawsze inwestował w szczodrość. W takiej karierze jak jego styl był najważniejszy.

— A trzymając się tego tematu, drogi panie… — ciągnął Wilkinson. — Zastanawialiśmy się z chłopcami, czy nie miałby pan ochoty, aby w tym momencie swego życia pozbyć się brzemienia wiedzy co do położenia miejsca, gdzie zlokalizowany jest punkt, w którym, żeby nie owijać w bawełnę, ukrył pan wszystkie te pieniądze, które pan ukradł…?



5 из 357