
Więzienie zamilkło. Nawet karaluchy nasłuchiwały pilnie.
— Nie, nie mógłbym tego zrobić, panie Wilkinson — oznajmił głośno Moist po chwili niezbędnej dla efektu dramatycznego. Poklepał się po kieszeni kurtki, wystawił palec w górę i mrugnął.
Dozorcy się uśmiechnęli.
— Całkowicie zrozumiałem, drogi panie — zapewnił Wilkinson. — A teraz niech pan trochę odpocznie, bo wieszamy pana za pół godziny.
— Zaraz… Nie dostanę śniadania?
— Śniadanie podajemy dopiero o siódmej, drogi panie — z wyrzutem przypomniał dozorca. — Ale wie pan co? Przygotuję sandwicza z bekonem. Robię to tylko dla pana, panie Spangler.
* * *
Pozostały już tylko minuty do świtu, a on był prowadzony krótkim korytarzem do niewielkiego pokoiku pod rusztowaniem. Uświadomił sobie, że patrzy na siebie z zewnątrz, jak gdyby część niego unosiła się obok ciała niczym dziecięcy balonik, gotów — tak trzeba to nazwać — zerwać się ze sznurka.
Pokoik rozjaśniało światło wpadające przez szczeliny w rusztowaniu nad głową, oraz — znacząco — wokół krawędzi dużej klapy w podłodze. Zawiasy tej klapy oliwił właśnie człowiek w kapturze. Przerwał pracę, kiedy zjawiła się grupa ze skazańcem.
— Dzień dobry, panie Spangler — powiedział. I grzecznie uniósł kaptur. — To ja, proszę pana, Daniel „Raz Spad” Trooper. Dzisiaj to ja będę pańskim katem. Proszę się niczym nie martwić, wieszałem już dziesiątki ludzi. Wyprawimy pana stąd raz-dwa.
— Czy to prawda, Dan, że kiedy człowieka trzy razy nie uda się powiesić, to zostaje ułaskawiony? — spytał Moist, gdy kat starannie wytarł ręce szmatą.
— Tak słyszałem, proszę pana, rzeczywiście tak słyszałem. Ale nie na darmo nazywają mnie Raz Spadem, wie pan… Czy życzy pan sobie czarny worek?
— A to pomaga?
— Niektórzy uważają, że wyglądają w nim bardziej stylowo. I wie pan, maskuje wytrzeszcz oczu. Właściwie to raczej taki rekwizyt dla widzów. A trzeba przyznać, że zebrał się dziś spory tłumek. W „Pulsie” puścili ładny kawałek o panu. Wielu ludzi opowiada, jakim pan był miłym młodym człowiekiem, i w ogóle. Ehm… Czy zechciałby pan z góry podpisać dla mnie powróz? Znaczy, potem już nie będę miał okazji, żeby pana poprosić, prawda?
