
— Podpisać powróz? — zdziwił się Moist.
— No tak — potwierdził kat. — Taka jakby tradycja. Wielu jest takich, którzy chętnie kupią używany powróz. Specyficzni kolekcjonerzy, można powiedzieć. Trochę to dziwaczne, ale każdy żyje po swojemu. Podpisany jest oczywiście wart o wiele więcej. — Szerokim gestem podsunął Moistowi zwój sztywnego powroza. — Mam specjalne pióro, które pisze po konopiach. Jeden podpis co parę cali, dobrze? Zwykły podpis, żadnych dedykacji. Dla mnie to sporo warte, wie pan… Bardzo będę wdzięczny.
— Czy aż tak wdzięczny, żeby mnie nie powiesić? — spytał Moist, sięgając po pióro.
Zyskał tym uprzejme śmieszki. Pan Trooper przyglądał się, jak stawia kolejne podpisy, i z zachwytem kiwał głową.
— Bardzo dobrze, proszę pana. Podpisuje pan mój program emerytalny. A teraz… wszyscy gotowi?
— Ja nie! — wykrzyknął pospiesznie Moist ku powszechnemu rozbawieniu.
— Prawdziwy z pana żartowniś, panie Spangler — stwierdził pan Wilkinson. — Bez pana nie będzie tu już tak samo, nie ma co.
— W każdym razie dla mnie na pewno nie — odparł Moist, co po raz kolejny uznano za znakomity żart. — Naprawdę sądzi pan, że to przeciwdziała przestępczości, panie Trooper?
— W ogólności… trudno powiedzieć, jako że trudno znaleźć dowody przestępstw niepopełnionych. — Kat jeszcze raz potrząsnął klapą. — Ale w konkretach jest bardzo skuteczne.
— To znaczy?
— To znaczy, proszę pana, że jeszcze nikogo tu nie widziałem więcej niż raz. Pójdziemy już?
Kiedy wyszli na chłód poranka, nastąpiło niejakie poruszenie, rozległo się kilka „buu”, a nawet oklaski. Ludzie naprawdę dziwnie do tego podchodzili. Człowiek ukradł pięć dolarów i stawał się drobnym złodziejaszkiem. Ale kiedy ukradł tysiące dolarów, był albo rządem, albo bohaterem.
