
— Inne niż ta oczywista, żeby przywołać rozjemców?
Zmieszanie dowódcy wywołało uśmiech na hebanowej twarzy sierżanta. Uważał Jacka za najlepszego dowódcę batalionu, jakiego kiedykolwiek spotkał, a zawsze było zabawnie obserwować go przy rozwiązywaniu mniejszych problemów. Pułkownik bardzo nie lubił zajmować się duperelami. To tak, jakby urodził się już generałem i tylko czekał, aż będzie miał adiutantów, którzy wyręczą go w sprawach kierowców i ich błędów.
— Inne niż ta, żeby przyznać przez radio, że mój kierowca jest idiotą, i wezwać zespół ratunkowy z powodu złapania gumy. Reynolds — powiedział i odwrócił się do specjalisty czwartego stopnia, stojącego na baczność w marznącej mżawce — bardzo chciałbym wiedzieć, coś ty sobie, do cholery, myślał.
— Sir, niedługo czeka nas test przydatności operacyjnej — powiedział specjalista, który teraz desperacko pragnął, żeby nagle ustały jego procesy życiowe albo żeby ziemia rozstąpiła się pod nim i go pochłonęła.
— Aha, mów dalej. Nie krępuj się użyć więcej niż tylko jednego zdania — powiedział pułkownik.
— Chyba wiem, do czego on zmierza — zaśmiał się starszy sierżant.
Specjalista wziął głęboki oddech i mówił dalej drżącym głosem.
— No, zestaw narzędzi przydaje się tylko w gównianych sprawach, jak zmiana koła…
— Jak teraz! — warknął pułkownik.
— Tak, sir — uparcie ciągnął specjalista. — Kiedy pojazd jest dobry, opony rzadko się psują. A to jest dobry jeep i cholerna nowa opona! Ale na przeglądzie inspektorzy wiedząc, że najwięcej forsy idzie zawsze na pojazdy dowódców, sprawdzają je bardzo dokładnie. A kiedy nie znajdą nic poważnego, czepiają się takich dupereli jak odprysk farby na podnośniku czy sprzęcie. Dlatego kazałem szefowi mechaników załatwić nowy zestaw narzędzi i żeby się nie rozpieprzył…
— Wiedziałem! — zaśmiał się podoficer. — Boże, nienawidzę takich sytuacji. Następnym razem, Reynolds, weź dwa zestawy narzędzi i trzymaj tylko jeden w szafie!
