Wyglądał jak zakamuflowany troll albo półork. Obrazu dopełniał zbyt duży hełm typu Fryc, a kiedy podszedł bliżej, również zbyt duży nos. Pod pachą niósł pokaźny sosnowy pień, który mógł ważyć dobre trzydzieści, czterdzieści kilogramów, a na jego twarzy malował się wyraz wysiłku. Żołnierz wyglądał na dużo bardziej rozzłoszczonego niż pułkownik i sierżant.

— Specjalista, hm, O’Neal, dowódca jednej z sekcji moździerzy — szepnął starszy sierżant, kiedy żołnierze się zbliżyli. Wysiadł z jeepa, a pułkownik zrobił to samo, przygotowany do udzielenia ochrzanu prawdziwie w swoim stylu.

— Sir — Reynolds brnął w beznadziejną sytuację — kiedy dotarłem do plutonu, dowiedziałem się, że wszystkie pojazdy odstawiono właśnie do tankowania…

Tymczasem O’Neal podszedł do tyłu jeepa bez słowa powitania. Puścił pień, zdjął plecak i chwycił za zderzak.

Przykucnął, naprężył się i wypuszczając powietrze z płuc uniósł róg półtonowego jeepa.

— Tak, poradzimy sobie — stęknął i opuścił jeepa z powrotem w błoto.

Pojazd zakołysał się na amortyzatorach i jeszcze bardziej zachlapał Reynoldsa zimną, kleistą gliną. Zachowanie O’Neala skutecznie odwróciło uwagę pozostałych żołnierzy od Reynoldsa.

— Dzień dobry, starszy sierżancie — powiedział O’Neal.

Nie zasalutował. Pomimo konkretnych rozkazów dywizyjnych, które nakazywały tak robić, osiemdziesiąta druga dywizja tradycyjnie uznawała salutowanie na polu walki za kuszenie snajperów — a zatem za rzecz nazbyt złą, by przyzwyczajać do niej żołnierzy.

Starszy sierżant wyciągnął rękę na powitanie.

— Siemanko, O’Neal.

Zdziwiła go siła uścisku. Miał już do czynienia z O’Nealem, ale nigdy jeszcze nie przekonał się o jego niesamowitej kondycji fizycznej. Luźny ubiór skrywał ciało, które było najwyraźniej jednym wielkim muskułem.



17 из 389