
— Co? Do służby? Przecież odszedłeś… Ile? Osiem lat temu?
Mówiła cicho, ale ze złością. Starali się nigdy nie kłócić przy dzieciach.
— Prawie dziewięć — zgodził się.
Spuścił głowę i skoncentrował się na przygotowaniu makaronu. Dodał zmiażdżone kawałki czosnku, a powietrze nasyciło się zapachem tej przyprawy.
— Odszedłem prawie pół roku przed naszym poznaniem.
— Nie jesteś już rezerwistą!
Złapała go za rękę, żeby się odwrócił i spojrzał na nią.
— Wiem, ale Jack zadzwonił do Dave’a i wiercił mu dziurę w brzuchu, żeby pozwolił mi na jakiś czas odejść.
Popatrzył w jej błękitne oczy i nie mógł pojąć, dlaczego po prostu nie odmówił Jackowi. Wyraz bólu w jej spojrzeniu był dla niego prawie nie do zniesienia.
— Jack? Chodzi o generała Hornera? Tego samego, który chciał, żebyś został oficerem? — zapytała z nutą podejrzliwości w głosie i odstawiła kieliszek.
— A ilu znasz Jacków? — zapytał żartobliwie, żeby rozładować napięcie.
— Ja go nie znam. To ty go znasz.
Podeszła do niego, ograniczając mu swobodę ruchów, żeby przyprzeć go do muru.
— Rozmawiałaś już kiedyś z generałem Hornerem.
Znowu zajął się makaronem, świadomie uciekając od kłótni.
— Raz, zanim podszedłeś do telefonu.
— Mhm.
— A po co, u licha, jesteś im potrzebny? — zapytała i podeszła jeszcze bliżej.
Czuł delikatne ciepło jej ciała, rozgrzanego winem i kłótnią.
— Nie wiem.
Skończył przecedzać makaron i dodał sosu Alfredo, grzejącego się dotąd pod przykryciem na kuchence.
Powietrze nasyciło się mocnym zapachem parmezanu i przypraw.
— No to zadzwoń do generała Hornera i powiedz mu, że nie pojedziesz, dopóki nie dowiemy się, po co. I ani makaron, ani sos Alfredo nic ci nie pomogą.
Znowu splotła ręce, ale zaraz je opuściła, chwyciła kieliszek i wypiła łyk wina.
