Mikehill nachmurzył się, poprawił okulary. Potem znowu jedną ręką przytknął łopatę do „kamienia”, a drugą rękę przybliżył do metalowej powierzchni. Ostrze topiło się na jego oczach.

— Jakby nie grzało — powiedział zwracając się do Connersa. — A jak było za pierwszym razem? Nie zauważyłeś, czy szło od kamienia ciepło?

Conners przecząco pokręcił głową.

Mikehill wziął garść błota i rzucił je na kamień. Grudka natychmiast stopiła się nie zostawiając nawet śladu na ciemnoszarej powierzchni. W ślad za grudką poszedł duży kamień, który również zniknął w ten sam sposób.

— Widział pan coś podobnego, profesorze? — zapytał Conners.

— Nie. — Mikehill wyprostował się. — Nie widziałem. Jeszcze raz wziął łopatę i z całej siły uderzył nią w kamień… I omal jej nie upuścił. Oczekując odbicia, zbyt mocno ściskał rękojeść. Ale odbicia nie było. Łopata uderzyła i stanęła jak przyklejona. Kiedy podniósł ją, stwierdził, że na ciemnoszarej powierzchni nie został żaden ślad od uderzenia.

— To jednak nie kamień — powiedział Mikehill odstępując. — Pijawki wysysają krew, a ta sztuka, jak mi się wydaje, ssie błoto i łopaty. Spróbuję zadzwonić do college’u. Poproszę, aby przyjechał któryś z fizyków lub biologów — dodał. — Dobrze byłoby zabrać stąd to świństwo, dopóki nie zniszczy mi klombu.

Ruszył w kierunku domu.

Wszystko dokoła było dla niej pożywieniem. Wiatr oddawał jej swoją energię. Nadszedł deszcz i uderzenie każdej kropli dodawało jej sił. Pochłaniała wodę całą swą powierzchnią. Słoneczne promienie, piach, błoto, kamienie — wszystko przyswajała swymi komórkami.

I rosła.

Na drugi dzień pijawka liczyła już osiem stóp długości…Jednym końcem sięgała szosy, drugim klombu. W ciągu następnego dnia jej średnica wzrosła do osiemnastu stóp. Pokrywała teraz całą drogę.

Mikehill chodził dokoła pijawki i zadawał sobie ciągle pytanie: Jaka rzecz może zachowywać się w ten sposób? Odpowiedź była prosta — żadna ze znanych mu rzeczy.



2 из 12