— Wyglądasz okropnie — rzekł Ihjel. — Jednak gratuluję zwycięstwa.

— Sam też nie wyglądasz zbyt dobrze… jak na Zwycięzcę odciął się Brion. Wyczerpanie oraz nagły przypływ małostkowego gniewu na tego nieznajomego człowieka sprawiły, że wyrwały mu się te obraźliwe słowa. Ihjel zignorował je.

Były jednak prawdziwe: Zwycięzca Ihjel nie bardzo wyglądał na Zwycięzcę, a nawet na Anvharczyka. Wzrost i budowę miał jak należy, ale jego mięśnie były okryte grubymi pokładami tłuszczu — miękkiej tkanki zwisającej fałdami z kończyn i tworzącej workowate zgrubienia na karku i pod oczami. Na Anvharze nie było grubasów i wydawało się nieprawdopodobne, by taki tłuścioch mógł kiedykolwiek zostać Zwycięzcą. Jeżeli nawet pod tym tłuszczem były jakieś mięśnie, to były bardzo dobrze ukryte. Tylko jego oczy zdawały się nadal posiadać siłę, która niegdyś pozwoliła mu pokonać wszystkich mężczyzn na planecie i wygrać doroczne zawody. Brion spuścił wzrok pod ich palącym spojrzeniem, żałując teraz, że bez powodu obraził tego człowieka. Był jednak zbyt słaby, by trudzić się przepraszaniem.

Ihjelowi wcale na tym nie zależało. Brion spojrzał na niego jeszcze raz i odniósł wrażenie, że tamten ma mu do powiedzenia coś ważnego, coś, przy czym on sam, jego obelgi, a nawet Zawody, są równie mało istotne co pyłki kurzu w powietrzu. Wiedział jednocześnie, że to tylko majaczenia jego chorego umysłu, i próbował otrząsnąć się z tego wrażenia. Spoglądali w milczeniu na siebie.

Drzwi za Ihjelem otworzyły się bezszelestnie i gość obrócił się błyskawicznie, z szybkością możliwą tylko u anvharskiego atlety. Dr Caulry właśnie wchodził do środka. Tuż za nim szli dwaj rośli mężczyźni w uniformach. Ihjel naparł na nich całym ciałem, a szybkość jego ruchów i ogromna masa odrzuciły ich z powrotem — kłębowisko bezładnie machających rąk i nóg. Zatrzasnął im drzwi przed nosem i zamknął je na klucz.



6 из 160