— Muszę z tobą porozmawiać — powiedział, znowu odwracając się do Briona. — W cztery oczy — dodał, po czym nachylił się i jednym ruchem zerwał sznur komunikatora.

— Wynoś się — powiedział Brion. — Gdybym tylko mógł… — No, ale nie możesz, więc musisz tu leżeć i słuchać. Sądzę, że mamy jakieś pięć minut, zanim zdecydują się wyłamać drzwi, i nie chcę tracić ani chwili. Czy polecisz ze mną na inną planetę? Jest zadanie, które musi być wykonane. To moja robota, ale będzie mi potrzebna pomoc. Jesteś jedynym, który może mi jej udzielić. Teraz mi odmów — dodał, widząc, że Brion chce odpowiedzieć.

— Oczywiście, że odmawiam — rzekł Brion, czując się nieco głupio i lekko rozzłoszczony, że tamten wkłada mu słowa w usta. — Moją planetą jest Anvhar. Dlaczego miałbym ją opuszczać? Moje miejsce jest tu i moja praca również. Mógłbym też dodać, że właśnie zwyciężyłem w Twenties. Moim obowiązkiem jest zostać tutaj.

— Nonsens. Ja też jestem Zwycięzcą, a opuściłem Anvhar. Prawdziwym powodem jest to, że chciałbyś się trochę nacieszyć powszechnym zachwytem, na który tak ciężko pracowałeś. Poza Anvharem nikt nawet nie wie, kim jest Zwycięzca, nie mówiąc już o szanowaniu go. Będziesz tam musiał stawić czoła całej Galaktyce i nie winię cię za to, że jesteś trochę przestraszony. Ktoś głośno załomotał w drzwi.

— Nie mam siły się złościć — powiedział chrapliwie Brion. — I nie mogę się zmusić do podziwiania twoich idei, skoro pozwalają ci obrażać człowieka zbyt chorego, by mógł się bronić.

— Przepraszam — powiedział Ihjel bez śladu skruchy czy współczucia w głosie. — Jednak chodzi o sprawy znacznie ważniejsze niż twoje zranione uczucia. Teraz nie mamy zbyt wiele czasu, więc chcę się tylko podzielić z tobą pewną myślą.



7 из 160