— Nie pożądaj przedmiotów doczesnych — oznajmił Mikah uroczyście. — I nie mów o zabijaniu człowieka dla zysku. Jesteś złym człowiekiem Jasonie i… Mikah odrzucił przykrywające go skóry i dokonał zadziwiającego odkrycia. — Moje buty zniknęły! I ubranie… O, Belial! — ryknął. — Asmodeusz, Abaddon, Apollion i Baal-zebub!

— Bardzo pięknie — oznajmił Jason z podziwem. — Widać, że pilnie studiowałeś demonologię. Czy wyliczałeś je, czy wzywałeś na pomoc?

— Zamilcz, bluźnierco! Zostałem obrabowany! — zerwał się na równe nogi. Wiatr, który owiewał jego niemal nagie ciało, szybko nadał skórze Mikaha delikatny, sinawy odcień. — Odnajdę kreaturę, która to uczyniła i zmuszę do oddania tego, co moje.

Odwrócił się, by odejść, ale Jason uchwycił go za kostkę, szarpnął i z głuchym łomotem przewrócił na piasek. Upadek oszołomił Mikaha i Jason bez problemów otulił skórami jego kościste ciało.

— Jesteśmy kwita — oznajmił. — Minionej nocy ocaliłeś mi życie, a teraz ja ocaliłem twoje. Jesteś nieuzbrojony i ranny, podczas gdy ten staruszek, tam na górze, to chodząca zbrojownia, a dla każdego, kto odznacza się osobowością skłaniającą do noszenia takiej odzieży, zabić cię będzie znaczyło tyle, co splunąć. Uspokój się i staraj się unikać kłopotów. Na pewno jest sposób, by wydostać się z tej afery, zresztą z każdej afery można się wydostać, wystarczy dobrze poszukać jakiegoś sposobu — i mam zamiar ten sposób odnaleźć. W rzeczy samej powinienem się przespacerować i rozpocząć moje badania. Zgoda?

Odpowiedział mu tylko jęk. Mikah znów był nieprzytomny, z rany na głowie sączyła się świeża krew. Jason wstał, owinął się skórami i pozawiązywał luźne końce. To go trochę chroniło przed wiatrem. Następnie grzebał nogą w piasku tak długo, aż odnalazł odpowiedni kamień. Był gładki, o rozmiarach takich, że całkowicie dał się zacisnąć w pięści i tylko koniec lekko wystawał na zewnątrz. Tak uzbrojony zaczął skradać się wśród śpiących postaci.



25 из 177