
Wszyscy zatrzymali się w zwykłej odległości i krzyczeli na całe gardło, jak wspaniały był to strzał i jak wielkim myśliwym jest Ch'aka. Jason musiał przyznać. że było w tych okrzykach sporo racji. Na skraju wody leżało wielkie, owłosione, dwudyszne stworzenie. W jego grubym karku sterczał pierzasty koniec bełtu, a cienki strumyk krwi spływał w dół i mieszał się z nadbiegającymi falami.
— Mięso! Dziś mięso!
— Ch'aka zabił rosmarol Ch'aka jest wspaniały!
— Bądź pozdrowiony Ch'aka żywicielu! — wrzasnął Jason nie chcąc być gorszy od innych. — Kiedy będziemy jeść?
Władca nie zwracał uwagi na niewolników. Siedział na wydmie, aż do chwili, gdy odpoczął po męczących podchodach. Potem znowu napiął kuszę, podszedł do zwierzęcia, wyciągnął za pomocą noża bełt i założył go, ociekający krwią, ponownie na cięciwę.
— Zbierzcie drewno na ogień — rozkazał. — Ty, Opisweni, weź nóż i krój.
Ch'aka cofnął się na sam szczyt wydmy i usiadł tam z kuszą wycelowaną w niewolnika, który zbliżył się do zdobyczy. Opisweni wyciągnął nóż tkwiący w zwierzęciu i zaczął rozbierać tuszę. Przez cały czas był odwrócony plecami do Ch'aki i wycelowanej broni.
— Nasz pan i władca, jak widzę, darzy swych niewolników zaufaniem — mruknął pod nosem Jason przyłączając się do zbierających wyrzucone przez morze drewno. Ch'aka miał broń, ale zarazem wciąż bał się, że ktoś go zamorduje. Gdyby Opisweni spróbował użyć noża do czegoś innego niż mu polecono, zarobiłby strzałę w kark. Niezwykle przekonywający układ.
Zebrano dość drewna, by rozpalić pokaźne ognisko i gdy Jason powrócił ze swoją porcją paliwa, rosmaro został już pocięty na duże kawały.
