
— Dasz mi trochę twojego mięsa? — zapytał skamlącym głosem i dopiero wtedy Jason zorientował się, że to dziewczyna. Wszyscy niewolnicy wyglądali tak samo — ze zbitymi w kołtun włosami i poowijani w skóry. Oderwał kawał mięsa.
— Masz. Siadaj i jedz. Jak masz na imię? W zamian za swą hojność miał nadzieję uzyskać od dziewczyny nieco informacji.
— Ijale. — Wciąż stojąc, wgryzała się w mięso trzymane w garści, podczas gdy wskazującym palcem drugiej ręki drapała zawzięcie w zbitych włosach.
— Skąd jesteś? Czy zawsze żyłaś tutaj, jak teraz? — W jaki sposób zapytać niewolnicę, czy zawsze była niewolnicą?
— Nie stąd. Ja byłam najpierw u Bul'wajo, potem u Fasimby, teraz należę do Ch'aki.
— Co albo kto nazywa się BuFwajo? Czy to ktoś taki jak nasz pan Ch'aka? Skinęła głową, żując mięso.
— A d'zertanoj, od których Fasimba dostał strzały — kto to taki?
— Dużo nie wiesz — powiedziała kończąc mięso i oblizując tłuszcz z palców.
— Wiem wystarczająco dużo, by mieć mięso, którego ty nie masz — więc nie nadużywaj mojej gościnności. Kim są d'zertanofł — Wszyscy wiedzą, kim oni są. — Wzruszyła ramionami i wyszukała wzrokiem miękkie miejsce na piasku, na którym mogłaby usiąść. — Żyją na pustyni. Jeżdżą w caroj. Śmierdzą. Mają wiele ładnych rzeczy. Jeden z nich dał mi najlepszą rzecz. Jeżeli ci pokażę, nie zabierzesz mi?
— Nie, nawet nie dotknę. Ale chciałbym zobaczyć coś, co zrobili. Masz tu jeszcze trochę mięsa. A teraz pokaż mi swoją najlepszą rzecz.
Ijale przez chwilę gmerała w swych skórach, szukając ukrytej kieszeni i wydobyła coś schowanego w zaciśniętej pięści. Wyciągnęła dumnie rękę, otworzyła dłoń. Padające skąpe światło wystarczyło Jasonowi, by zobaczyć nierówny kształt czerwonego szklanego paciorka.
