Po wyjściu Kerka, Jason osunął się na krzesło.

— Mam nadzieję — mruknął.

Rozdział III

Z komory powietrznej dochodził przytłumiony odgłos; zgrzytu metalu. To mechanicy stacji transferowej mocowali! elastyczny rękaw komunikacyjny do kadłuba statku. Sygnał interkomu rozległ się w chwili, gdy podłączono sieć rakiety do zewnętrznego systemu łączności.

— Stacja transportowa 70 Ophiuchi do „Walecznego”. Rękaw uszczelniony, ciśnienie wyrównane. Możecie otwierać.

— Gotów do otwarcia — powiedział Jason, zdejmując blokadę komory powietrznej.

— Jak dobrze być znów na ziemi — stwierdził jeden z członków załogi transportującej, wchodząc do śluzy. Reszta parsknęła śmiechem, jakby powiedział coś zabawnego. Śmieli się wszyscy, oprócz nachmurzonego pilota, który z nienaturalnie wygiętą ręką stał przy wyjściu. Żaden z nich nic nie mówił ani nie spojrzał w jego kierunku, ale on dobrze wiedział, z czego się śmieją.

Jason wcale mu nie współczuł. Meta zawsze lojalnie ostrzegała mężczyzn, którzy usiłowali ją podrywać. Być może w romantycznie przyćmionym świetle sterowni nie wziął jej słów na serio, więc… złamała mu rękę. Jason zachował kamienny wyraz twarzy, gdy mężczyzna mijał go, wchodząc do przejścia.

Rękaw, wykonany z przezroczystego plastyku, przypomniał poskręcaną pępowinę. Łączył statek ze stacją transferową — masywnym, iskrzącym się światłami cielskiem, majaczącym nad nimi. Widać było jeszcze dwa takie rękawy, służące do komunikacji między statkami a portem kosmicznym. Kosmodrom zawieszony był na orbicie zerowego ciążenia, między dwoma, tworzącymi podwójny system, słońcami. Mniejsze z nich, 70 Ophiuchi B — właśnie wschodziło nad stacją.

— Mamy tu przesyłkę dla „Walecznego” — powiedział urzędnik wynurzający się z otworu rękawa. — Ładunek czekał na wasze przybycie. — Otworzył książkę pokwitowań. — Podpiszecie?



14 из 176