
Przez całe życie czuła jego brak. Jakże często, zatrzymując się u swojego starszego brata Henry'ego w Cadby, wpatrywała się w wiszący w domu portret Rowana Lindleya. Wysoki, silnie zbudowany Rowan miał mocno zarysowaną szczękę i dołeczek w brodzie. Miał brązowe włosy i złociste oczy. Nosił się z pewną arogancją, zupełnie naturalną u mężczyzny, którego rodzina władała tymi samymi ziemiami od czasów przed normańskim podbojem. Henry Lindley był zbudowany podobnie jak ojciec, a India, będąca mieszanką obojga rodziców, odziedziczyła po ojcu jego słynne oczy. Fortune uwielbiała portret Rowana Lindleya. Chłonęła go za każdym razem, gdy go widziała, jakby mogła dostać coś od swojego ojca.
Nie była podobna ani do ojca, ani do matki. Nie było w niej nic, co mogłaby przypisać ojcu. Miała zielono – niebieskie oczy swojej prababki de Marisco i, jak jej powiedziano, płomiennoczerwone włosy praprababki O'Malley. Jej babka Gordon stale powtarzała, że Fortune jest brzydkim kaczątkiem w łabędzim gnieździe, ze swoją bladą cerą i rozwichrzoną głową. Fortune uśmiechnęła się do siebie. Ciekawa była, jak wygląda William Devers i, jeśli go poślubi, jak wyglądać będą ich dzieci.
Zaczęło kropić i Fortune szczelniej otuliła się peleryną. Słyszała powiedzenie, że w Irlandii w jednej chwili pada, a w następnej już świeci słońce. Zerknęła w górę i zobaczyła chmury, szybko przesuwające się po niebie, ale gdzieniegdzie widniały łaty błękitu. Roześmiała się i doszła do wniosku, że jej się to podoba. Nagle wyjrzało słońce, sprawiając, iż poranek stał się jasny i dość ciepły. Statek płynął teraz znacznie wolniej, bowiem w miarę, jak zbliżał się do brzegu, zwijano kolejne żagle. Zazwyczaj rzucano kotwicę w zatoce, ale dzisiaj, ze względu na ogromną ilość bagażu należącego do lady Fortune Lindley, wpłynęli do portu.
