
Gdy żeglarze wylegli na pokład, żeby zacumować, Fortune ujrzała wysokiego dżentelmena stojącego na brzegu i obserwującego manewry. Zaciekawiło ją, kim był. Miał na sobie czarne spodnie, kamizelę bez rękawów z jeleniej skóry, z rogowymi guzikami, białą, lnianą koszulę i buty z miękkiej skóry, a włosy równie płomienne, jak jej. Fortune pomyślała, że w jego obecności sama nie będzie się tak bardzo rzucać w oczy. Dżentelmen stał w pobliżu ogromnego powozu, zaprzężonego w sześć pięknych kasztanów. Fortune z zadowoleniem spostrzegła, że zwierzęta były starannie dobrane. Ponieważ statek, którym podróżowali, oraz port należały do rodziny, wiedziała że powóz również był ich własnością.
– Ależ to Rory Maguire! Wyszedł nam na spotkanie. Cudownie! – Jasmine znów znalazła się u boku córki. Pomachała z zapałem.
– Rory! Rory Maguire!
Widział, jak podchodziła do relingu i zatrzymała się koło młodej dziewczyny. Chociaż starsza, nadal była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkał w życiu. Pomachał w odpowiedzi.
W końcu statek zacumowano i spuszczono trap. Jasmine pospiesznie zeszła na ląd, a w jej ślady ruszyła rodzina i służba. W powitalnym geście wyciągnęła ręce do zarządcy majątku.
– Rory Maguire! Jakże miło z twojej strony, że wyjechałeś nam na powitanie! Przypominają mi się dawne czasy. Dawno mnie tu nie było – zakończyła z uśmiechem.
Ujął jej szczupłe dłonie i ucałował.
– Cai Mille Failte, droga lady Jasmine. Witaj wraz z rodziną ponownie w Irlandii. – Puścił jej ręce z uścisku.
– To mój mąż, James Leslie, książę Glenkirk, Rory – powiedziała Jasmine, pociągając do przodu Jemmiego.
