
– Sława waszych koni rozciąga się daleko. Jestem zdumiony, bo w waszym majątku są zatrudnieni irlandzcy katolicy. Na pewno was okradają – zauważył stary sir John Appleton.
– W moim majątku pracują i katolicy, i protestanci – słodkim głosem odezwała się Jasmine. – I jedni, i drudzy dobrze mi służą i nie widzę żadnej różnicy pomiędzy nimi, sir Johnie. Wszyscy są uczciwymi ludźmi.
– Bałwochwalczy papiści – zjadliwie stwierdził staruszek.
– Katolicy nie są bałwochwalcami – warknęła mocno zirytowana Fortune. – Oni czczą Boga. Co za bzdury!
– Madam! Zgań, proszę, swoją córkę. Jest zbyt porywcza i samowolna – krzyknął sir John.
– Fortune, przeproś sir Johna. Nie jest winien swojej ignorancji – rzekła księżna Glenkirk do córki.
– Dobrze, mamo – potulnie zgodziła się Fortune. – Przepraszam za pańską ignorancję, sir Johnie. – Uśmiechnęła się słodko. Potem wstała i ślicznie dygnęła. – Muszę iść odpocząć – wyjaśniła i opuściła pokój.
Sir John i jego rodzina wcale nie byli pewni, czy Fortune naprawdę przeprosiła, ale nie śmieli się sprzeczać z księżną Glenkirk. Bez słowa uznali, że dziewczyna zupełnie się nie nadaje dla ich młodego Johna. Była za ładna i o wiele za zuchwała. Na pewno źle skończy. Nie zmartwili się więc, gdy ich goście oświadczyli, iż pragną iść spać.
Roremu Maguire'owi, Adalemu i Rohanie niechętnie podano posiłek w kuchni ogromnego budynku. Służący byli podejrzliwi wobec Irlandczyka i dwójki towarzyszących mu ludzi o obcym wyglądzie. Gdy skończyli jeść, dowiedzieli się, że Rohana może iść do swojej pani, ale obaj mężczyźni muszą spać w stajni.
– Nasz pan nie pozwala takim jak wy spędzać nocy w domu. Wszyscy zostalibyśmy zamordowani we własnych łóżkach! – ponuro stwierdziła kucharka.
– Wątpię, żeby istniał człowiek, który chciałby podejść bliżej do łóżka tej kobiety – wesoło skomentował Adali, gdy wraz z Rorym znaleźli sobie kąt do spania w stajni. Rozłożył płaszcz na pachnącym słodko sianie i usiadł.
