
– Nie ma się czego wstydzić – zapewnił go Adali. – Pan, ksiądz i ja zrobiliśmy to, co należało. I tyle. Nie ma w tym nic niegodnego, nie powinien pan się winić. A teraz dobranoc. Zobaczymy się jutro rano.
– Dobranoc, Adali – spokojnie odpowiedział Rory Maguire, przekręcając się na bok i nakrywając peleryną.
Pomyślał, że najbliższe miesiące będą najtrudniejszym okresem w jego życiu.
ROZDZIAŁ 2
Opuścili posiadłość Appletonów przed wschodem słońca. Gospodarze byli jeszcze w łóżkach, ale oni nie chcieli tu przebywać ani chwili dłużej, niż to było konieczne.
Proszę, powiedz swojemu panu – nakazał książę Glenkirk nie do końca obudzonemu odźwiernemu – że dziękujemy mu za gościnę, ale czeka nas długa i wyczerpująca podróż. Jeśli mamy dotrzeć do celu jeszcze dzisiaj przed zachodem słońca, musimy wyruszyć wcześniej, niż myśleliśmy. Odźwierny, równie służalczy jak jego pan, skłonił się nisko.
Dobrze, milordzie. Sir John będzie zmartwiony, że nie miał okazji osobiście się z państwem pożegnać – odpowiedział gładko.
Jest usprawiedliwiony – rzekł James Leslie, władczym gestem machając ręką w rękawiczce. Odwrócił się i wyprowadził żonę i pasierbicę przez drzwi na dwór, w wilgotny, mglisty poranek.
Powóz z Adalim, Rohaną i drobną częścią bagażu już odjechał. Rory Maguire czekał na nich, trzymając konie. Szybko dosiedli wierzchowców i pokłusowali żwirową drogą jak najdalej od Appleton Hall.
Świetna ucieczka! – podsumował James Leslie.
Owszem, milordzie – odpowiedział Maguire.
Przejaśniło się i mgła trochę się podniosła, ale słońce nie wyjrzało i po chwili znów zaczął padać deszcz. O dziwo jednak, panująca szarość tylko pogłębiała zieleń wiejskiego krajobrazu. Przejeżdżali pomiędzy łagodnie wspinającymi się, zielonymi wzgórzami.
