
– Ale występuje zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie – wyjaśnił Rory dziewczynie. – Na szczęście w Maguire's Ford mamy dwóch duchownych o otwartych poglądach, ale to rzadkość. Większość protestanckich pastorów opowiada swoim owieczkom, że katolicyzm jest złą, bałwochwalczą wiarą, a przeważająca część księży katolickich wykrzykuje, że protestanci są brudnymi heretykami, zasługującymi na spalenie, jeśli nie tu, na ziemi, to w piekle, są bowiem szatańskim pomiotem. Takie postawy nie prowadzą do zrozumienia i tolerancji, milady. Obawiam się, i mówię to z przykrością, że na tej ziemi jest więcej ludzi pokroju Johna Appletona niż podobnych do twojej mamy.
– Lubisz moją mamę, prawda? – zauważyła Fortune, przysuwając swojego wierzchowca do jego konia. Serce ścisnęło mu się w piersi, ale zdobył się na obojętny uśmiech.
– Owszem, milady, lubię. Zawsze ją lubiłem. To dzięki płynącej w jej żyłach irlandzkiej krwi lady Jasmine musi mieć takie wielkie serce.
– Moja mama twierdzi, że jeśli pozostanę w Irlandii, powinnam cię zatrzymać, bo można ci ufać, jak rzadko komu – powiedziała Fortune.
– Twój przyszły mąż może być innego zdania, pani – odpowiedział. Fortune spojrzała na niego, jakby postradał zmysły. Znał to spojrzenie, i z pewnością nie było ono typowe dla jej matki.
– Mój mąż nie będzie miał nic do powiedzenia w sprawie zarządzania Maguire's Ford – rzekła Fortune. – Jeśli poślubię Williama Deversa, nie będzie miał żadnych praw do moich ziem. Ma swoje. Kobiety z mojej rodziny nie przekazują swojego majątku mężczyznom, za których wychodzą za mąż. To nie do pomyślenia! Rory roześmiał się głośno.
– Matka świetnie cię wychowała, lady Fortune – stwierdził szczerze rozbawiony.
– Jeśli poślubię Williama Deversa, zostaniesz na swoim miejscu, Rory – mówiła Fortune. – Będę cię też potrzebowała, żebyś nauczył mnie wszystkiego o hodowli koni. Wiem o koniach bardzo niewiele, ale bardzo je lubię i uwielbiam na nich jeździć.
