Blackie, młody owczarek collie, który należał do jego brata, zwykł towarzyszyć dzieciom wszędzie i zapewne stanowił dla nich równie ważny fragment wspomnień jak mama i tata.

– Pamiętacie przecież, że Blackie był razem z wami w samochodzie, kiedy wydarzył się wypadek. – Sam mówił najłagodniej, jak potrafił. – Też wtedy zginął.

Razem z jego bratem i bratową. Tylko maluchy, chronione przez dziecięce foteliki przytwierdzone do tylnego siedzenia, wyszły z katastrofy prawie bez szwanku.

– To znaczy, że wszystkie nasze zwierzęta nie żyją? – zapytała Beth przez łzy. – Nie widziałam dziś ani jednego.

– Są krowy. – Sam oddał pastwiska w dzierżawę sąsiadowi, którego bydło wypasało się spokojnie na okolicznych łąkach.

– Ale nie ma naszych kurek ani kaczek. I pamiętam, że miałam małą owieczkę. Na pewno miałam owieczkę!

– Jak chcecie, to kupimy kury, a może nawet jagnię. Zna się pani na hodowaniu owiec? – zwrócił się do Abigail.

– Mama nie pozwalała mi trzymać zwierząt.

Świetnie! Sam był bliski rozpaczy.

– To kiedy jedziemy po kury? – dociekała Beth.

– Niedługo. – Nic nie wskazywało na to, by mógł zlecić podobny zakup Abigail. Sam będzie musiał pojechać na targ, a tymczasem rozkład dnia ma już napięty do granic możliwości. Doug przygotował mu długą listę zabiegów, tak że Sam nie miał pojęcia, jak zdoła się z nimi wszystkimi uporać. Spodziewał się, że czeka go dużo pracy, ale żeby aż tyle?

Nawet dzisiaj, kiedy właściwie miał przyjść jedynie po to, by poznać szpital i współpracowników, wylądował w sali operacyjnej ze skalpelem w ręku. Gdyby nie jego obecność, kobieta przywieziona z wypadku ze skomplikowanym złamaniem nogi musiałaby odbyć długi lot do Sydney. Mimo potwornego zmęczenia wykonał prawie dwugodzinny zabieg. Miał nadzieję, że przynajmniej w domu zdoła odpocząć, a tymczasem bliźnięta zachowują się tak, jakby je oszukał.

– Oboje byli bardzo grzeczni – wtrąciła znienacka gosposia, nie przerywając łuskania.



12 из 112