
– Klinika weterynaryjna w Coabargo?
– Tak, słucham. Uprzedzam, że o tej porze przyjmujemy tylko nagłe zgłoszenia.
– Chciałbym zostawić wiadomość. Jutro rano ma być od was zabrany koń do ubojni. Chciałbym prosić, żebyście to odwołali.
– To pański koń?
– Nie, ale…
– W takim razie bardzo mi przykro…
– Chciałbym go kupić. Zapłacę więcej niż rzeźnia.
– W takim razie musi pan porozmawiać z doktorem Helmerem.
Nie przypominał sobie, by Cathy wymieniała kiedykolwiek to nazwisko. Czyżby ponownie wyszła za mąż?
– Kim jest doktor Helmer?
– To kierownik.
– Czy mogłaby pani podyktować mi numer jego telefonu?
– Obawiam się, że to niemożliwe. Poza naprawdę nagłymi przypadkami nie wolno nam podawać prywatnych numerów lekarzy. A pańska sprawa raczej nie należy do tej kategorii.
– O której doktor Helmer zaczyna pracę?
– O dziewiątej.
– Ale ciężarówka z ubojni ma zabrać konia o siódmej.
– Naprawdę nie umiem panu pomóc. Proszę spróbować porozmawiać z kimś stamtąd.
– Czy można u was wynająć przyczepę do przewozu koni? Wiem, że jest niedziela, ale to naprawdę pilna sprawa… Dobrze, zapłacę podwójnie. W porządku, nawet potrójnie. Nie, nie zamierzam się targować. To gdzie mam ją odebrać? Rozumiem. Dziękuję.
Koń stał dokładnie w tym samym miejscu, w którym wczoraj go zostawili. Sam zaparkował samochód i podszedł do bramy. Końska sylwetka rysowała się wyraźnie w świetle księżyca. Z nisko opuszczonym łbem i białym opatrunkiem przytwierdzonym niezdarnie do kasztanowego zada, zwierzę wyglądało ze wszech miar żałośnie. Zupełnie jakby wiedziało, że za kilka godzin ma dokonać żywota.
– Nie martw się – mruknął Sam. – Przyjechałem cię uratować i Bóg mi świadkiem, że nie wiem dlaczego. Podziękuj raczej tej dwójce małych dzieci i jednej nierozgarniętej gosposi.
Położył dłoń na zasuwie i zamarł w bezruchu. Tego się nie spodziewał! Brama była zamknięta na klucz. Rozejrzał się wokół. Zagroda przypominała kort tenisowy ogrodzony wysokim płotem, który Cathy kazała wznieść, kiedy do jej przychodni zaczęły trafiać jelenie i kangury. Domyślił się, że poprzedniej nocy brama stała otworem, ponieważ wybieg był pusty.
