Rebeka pracowała jako rejestratorka w klinice.

– Wiem, że masz być w pracy dopiero we wtorek, ale ktoś zostawił konia w zagrodzie, a pod drzwi wsunął zaadresowaną do ciebie kopertę.

Cathy zmarszczyła brwi.

– Co to za koń?

– Leciwa kobyła – wyjaśniła Rebeka. – Zadzwoniłam na policję i udało się im ustalić właściciela. To stary pan Bayney. Jego konie musiały rozwalić ogrodzenie, bo wydostały się z pastwiska i przez kilka dni błąkały się luzem po okolicy. Tymczasem Bayneya zabrali do domu opieki i zwierzęta nie miały opieki. Dwa konie zostały wcześniej schwytane i zgodnie z zaleceniem policji, odwiezione do ubojni. Ten jest trzeci.

– Rozumiem – odrzekła Cathy ze ściśniętym sercem.

Jeszcze cztery lata temu natychmiast rzuciłaby się nieszczęsnemu zwierzęciu na ratunek, pojechała do domu opieki, by porozmawiać z właścicielem i gdyby nie znalazła innego wyjścia, pewnie zabrałaby klacz do siebie. Ale nie teraz.

– Tylko co to ma wspólnego ze mną?

– Właściwie nic – zmieszała się Rebeka. – Koń ma ranę na lewym zadzie. Wszystko wskazuje na to, że został uderzony przez samochód. Dzwonię, bo kierowca musi być twoim znajomym. Zostawił w kopercie dwieście dolarów i kartkę do ciebie.

– Niemożliwe – zdziwiła się Cathy.

– Mam przeczytać?

– Tak. – Opuściła stopy na podłogę. Musiała je trzymać w górze dobrze ponad minutę, bo bolały ją teraz, jakby przebiegła co najmniej pięć kilometrów. Mimo to próbowała skoncentrować się na rozmowie.

– „Cathy, zostawiam ci kolejne bezdomne stworzenie do kolekcji razem z pieniędzmi na utrzymanie. Trzymaj się".

– To wszystko? Nie ma podpisu?

– Nie. Więc chciałam cię zapytać, co mam zrobić. Policjanci mówią, że ten koń też powinien zostać odwieziony do ubojni.

– Ach, tak.

– Tylko niech ci się nie wydaje, że próbuję sugerować, żebyś go zatrzymała… – Rebeka pamiętała Cathy sprzed lat i dobrze znała jej słabe punkty.



7 из 112