Sam, spójrz prawdzie w oczy, przemówiła w duchu do siebie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło ci się widzieć takiego wspaniałego faceta. Nawet w marzeniach.

– Owszem.

– A co się stało z człowiekiem, który zwykle tu sprząta?

– Rozchorował się i prosił, bym go zastąpiła.

Nadal ani drgnął. Stał na szeroko rozstawionych nogach. Właściwie tak można sobie wyobrazić Zeusa, pomyślała. Wyglądał bardziej na czterdzieści niż trzydzieści lat, ale i tak wydawał się wyjątkowo młody jak na człowieka stojącego na czele imperium. Jeśli wierzyć plotkom kursującym na jego temat, cała masa piosenkarek, modelek i aktorek próbowała go usidlić, ale do tej pory żadnej się to nie udało.

Oczywiście to wcale nie znaczy, że gdzieś tam w świecie nie istnieje ta jedna jedyna, przy której mięknie. Podobno regularnie podróżuje do Grecji, prawdopodobnie ma tam kogoś, jakąś piękność z rodzinnego kraju. I trzyma ją w ukryciu przed opinią publiczną i paparazzi.

Ta kobieta musi mieć nieprawdopodobna, odwagą, by się z nim mierzyć. I być wielka, szczęściara, podszepnął wewnętrzny głos.

– Od razu przejdę do rzeczy. Wczoraj w nocy leciałem samolotem z Aten do Nowego Jorku. W tym czasie był do mnie ważny telefon. Sekretarka próbowała mnie przełączyć, ale się nie udało, więc zapisała numer i zostawiła mi go na biurku. Przyjechałem tu prosto z lotniska, ale kartka zniknęła.

Jak do tej pory o nic jej nie oskarżył, ale wnioski nasuwały się same.

Odgarnęła z czoła wilgotne pasemko. Śledził każdy jej ruch. Miała nieprzyjemną świadomość, jak bardzo różnią się jej poplamione farbami dłonie od wypielęgnowanych rak jego doskonałej sekretarki. Nagle zapragnęła być atrakcyjną kobietą, którą na pewno by zauważył.

– Już od pół roku sprzątam biura w tym budynku i dobrze wiem, że nie należy niczego ruszać. Wytarłam kurze, odkurzyłam podłogi i wysprzątałam łazienki. Niczego więcej nie dotykałam.



4 из 144